wyrzuciłam wszystko co służyło mi do sh, i może nie pisałabym o tym, gdyby nie to, że nieświadomie zrobiłam to w dzień kiedy wybiły mi równe 3 lata bez tego.
jeszcze kilka miesięcy temu myśl o tym towarzyszyła mi codziennie, a ja bałam się że to nigdy nie odejdzie, i może pewnego dnia to powróci, ale teraz czuję się najszczęśliwiej w całym moim życiu.
w ostatnim czasie wszystko się układa, mam przy sobie ludzi na których faktycznie mi zależy i sprawiają że każdy dzień jest lepszy, uwolniłam się z miejsc z których myślałam że nigdy nie dam rady, i mimo że zdarzają się momenty gdy overthinkuje nadmiernie, to jestem szczęśliwa.
i kurwa to jest serio piękne uczucie móc powiedzieć samej sobie po takim gównie, że faktycznie może być lepiej 🥹










