Na ostatnim brzmieniu strun
Tam gdzie spacerowaliśmy, Suche dni latem, ciepło grzejące głowy Obok, dopite szkło do połowy Już nie chcę śnić, nie chcę myśleć, Cierpienie jest złe, a ja nie jestem gotów, Byłem gotów tylko by dać ci wszystko Spełnić każde z setki marzeń i próśb Dziś sufit zamienił się w próg a ja spadam Jakby swoim palcem z góry zrzucił mnie sam Bóg, Stoję tam - przemoczyłem płaszcz I nie wiem czy to deszcz, czy moje łzy Moknę, coraz gorzej mi jest z tym Chciałbym lecz nie wiem czym zacerować dach Rozgrzane kołdry plaż, i jej oziębłe dłonie Którymi wyrwała serce - Dmuchnięciem Strąciła w przepaść Mogłem temu zaniechać, Lecz upadłem znów złudnym szczęściem zwiedziony, Jak to jest że to co kocham mnie kruszy, Wyrywa kawałki duszy aż pusty uschnę, Nie zostanie po mnie nic prócz skorupy, A mój głos spokojny, jak hejnał w pół się urwie
















