Teraz każdy wszystko analizuje... waży... kalkuluje... boi się...
A ja... ja pierdolę... ja chcę jeszcze kiedyś szaleć... chcę biec gdzieś bez mapy... chcę uwierzyć że wejście nie znaczy wyjścia...
Ale przychodzisz... i znowu odchodzisz... i zostawiasz mnie z myśleniem... że może jednak lepiej nie wstawać... nie otwierać drzwi... nie mieć nadziei...
Bo po co kurwa... skoro i tak... za moment... cię nie ma...

















