Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality
Anya is LIVE right now
FREE
Free to watch • No registration required • HD streaming
hej :) chciałam zapytać czy jest jakakolwiek szansa na to, że będzie jeszcze możliwość przeczytania 'stereo hearts'? To ff dużo dla mnie znaczy, jakkolwiek głupie może się to wydawac, to w jakiejs czesci dzięki niemu odważyłam się zrobić ogromny krok, który zmienił moje życie, i czuje do niego ogromny senstyment, pozdrawiam serdecznie xx
napisz do mnie ze swojego konta to postaram się coś załatwić prywatnie. :) niestety autorka stareo hearts poprosiła o ściągnięcie ficka i wszystkich jego tłumaczeń z internetu, więc nie mogę nic opublikować.
Opis: Harry to nieśmiały prawiczek z przeszłością, nowy w drużynie piłki nożnej. Louis jest (doświadczoną) popularną gwiazdą zespołu i nowym mentorem Harry'ego.
Notka od tłumaczki: Przepraszam za wszelkie błędy. Enjoy. xx
Rozdział piętnasty:
Harry siedział na przednim siedzeniu w samochodzie Louisa, walcząc z łzami, przepełniony lękiem. Louis nie odezwał się ani razu podczas drogi do dżungli i nie powiedział nic teraz, gdy auto było już przed nią zaparkowane. Louis wyłączył silnik i odpiął swój pas, wzdychając, gdy odwrócił się w stronę Harry’ego. Harry czuł, że Louis go obserwował. Czekał.
Harry zamknął oczy, kiedy przepłynęła przez niego fala wstydu. - Teraz mnie nienawidzisz - wyszeptał, a głos załamał mu się lekko na słowie “nienawidzisz”. Zakaszlał, by oczyścić swoje gardło.
Louis był cicho przez moment, a Harry spojrzał na niego z lękiem, ale Louis tylko potrząsnął głową.
- Nie - powiedział cicho. - Nie, nie nienawidzę cię.
Harry zamknął oczy, żeby nie zakręciło mu się w głowie od ulgi. Jednak powiedział: - Jesteś mną rozczarowany.
Tym razem, Louis poczekał aż Harry na niego spojrzy i dopiero wtedy kiwnął głową. - Trochę - przyznał. Harry nie mógł odpowiedzieć, jedynie zwiesił swoją głowę i walczył z łzami. Louis wyciągnął rękę i wcisnął palec w kolano Harry’ego. - Ja tylko... Robin na to nie zasługiwał, Harry. On nie ma pojęcia, co ci się przydarzyło. Anne mu nie powiedziała.
- Jezu - wyszeptał Harry, wciągając swoje stopy na siedzenie i przejeżdżając dłońmi po swojej twarzy, pochylając się lekko, żeby położyć ręce na swoich kolanach i pozwolić swojej głowie na nich spocząć. Harry dopuścił do paru łez i poczuł, jak jego ciało zadrżało kilkakrotnie, ale nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Louis głaskał jego plecy delikatną ręką, jakby nie był pewien, czego potrzebował jego chłopak. Harry pociągnął nosem i nagle wytarł swoją twarz, podnosząc wzrok na Louisa. - Nie... nie wiedziałem, że on nie wiedział - powiedział Louisowi. - Nie wiedziałem.
Louis kiwnął głową, nadal głaszcząc plecy Harry’ego, i powiedział: - Czy to byłoby w porządku, gdyby wiedział?
To zbiło Harry’ego z tropu - nie był pewien. Z jakiegoś powodu to, że Robin o niczym nie wiedział sprawiało, że to, co zrobił wydawało się dziesięć razy gorsze, ale... - To nadal nie jest okej - powiedział powoli, myśląc o tym. Spojrzał na Louisa i powiedział: - Ty... zawstydziłem cię.
Louis ponownie odczekał chwilę zanim odpowiedział, a Harry był nieszczęśliwy. - Tylko troszkę - powiedział Louis, co uśmierzyło lekko ból chłopaka, ale nie wystarczająco. - Ta cała gadka o tym, co tobie robię. Kiedy ty... kiedy starałeś się przekonać go, żeby uprawiał z nami seks, Harry. My nawet nie... my nawet nie ściągnęliśmy nigdy swoich ubrań. Dlaczego wystawiłeś mój tyłek na aukcję?
Harry zakrztusił się swoim łkaniem i ponownie schował twarz w dłoniach, a Louis zatrzymał się i wysiadł z samochodu, przechodząc dookoła auta na stronę Harry’ego. - No chodź - powiedział, ciągnąc za jedną z rąk Harry’ego. - Mój samochód nie jest wystarczająco wygodny. No chodź.
Louis wyciągnął Harry’ego z samochodu, poprowadził go przez chodnik parkingu i razem weszli w ciemność. Louis i Harry potykali się w mroku w kierunku, w którym wiedzieli, że znajdował się włącznik światła. Obaj weszli na górę po schodach, Harry wytarł parę razy swoje oczy, wiedząc, że będą musieli o wszystkim pogadać i czując się okropnie przez to, że zawiódł Louisa i zawstydził swoją mamę.
Harry pozwolił Louisowi pociągnąć się w dół korytarzy i do pokoju z dżunglą; wydobywające się z radio dźwięki strumienia i różnych zwierząt sprawiły, że Harry nabrał głęboki wdech. Louis zaprowadził go do łóżka i pomógł mu na nie wejść, a potem sam usiadł obok. Harry pragnął być przytulony, ale wiedział, że najpierw musieli porozmawiać. Louis siedział cicho i czekał aż Harry wszystko przemyśli.
- Ty... nie wystawiam cię na aukcję - wyrzucił z siebie Harry. - Jesteś mój. Jesteś... proszę... proszę nie przestań mnie kochać - błagał.
Louis pochylił się nad nim i pogłaskał jego twarz ze smutnymi oczami. - Hej - zagruchał. - Nadal cię kocham. Naprawę; mówię serio. Nie ucieknę po jednym złym dniu. Będę cię kochać bez względu na wszystko. Nie skończę z tobą przez to. Ale musimy o tym porozmawiać, dobrze?
Harry przytaknął, położył swoją dłoń na dłoni Louisa, żeby ją tam zatrzymać i zamknął oczy, pochylając się w stronę jego dotyku. Jednak w końcu Louis zabrał swoją dłoń i Harry wiedział, że to był czas na rozmowę. Przesunął się bliżej i zgiął swoje nogi tak, że jego kolana dotykały kolan Louisa, a potem przeniósł swój wzrok na swoje nogi.
- Ja... naprawdę mi przykro - powiedział szczerze Harry. - Ja nie... ja nie wiem, co do końca się wydarzyło? Starałem się i to działało, a on był wystarczająco miły... i... i mama powiedziała mi, że nie uprawiają seksu, więc to nie jest nawet to... to, że ta myśl mnie przybiła, czy cokolwiek. Po prostu... - Harry schował twarz w dłoniach i pokołysał się lekko, a ręce Louisa oplotły się dookoła pleców chłopaka, głaszcząc go przez sweter.
- Harry, nie jestem nawet w połowie tak zmartwiony tym, czy polubiłeś Robina, czy nie, jak tym, w jaki sposób na to wszystko zareagowałeś - powiedział Louis, a jego szczerość rozdzierała Harry’ego. Zawahał się zanim powiedział powoli: - Myślałem, że ty... nie boisz się już mężczyzn?
Harry odsunął się od Louisa i potrząsnął szalenie głową. - Ja nie... ja nie... nie boję się Robina - powiedział stanowczo. - Znaczy, ja... on jakby... sprawia, że się denerwuję, ale nie boję się go. Naprawdę, nie boję się go. Ja... ja po prostu nie... nie mogę pozwolić mojej mamie umawiać się z... kimś, jak mój tata. Nie mogłem... musiałem się upewnić.
- Więc zdecydowałeś się go uwieść? - zapytał Louis, niedowierzająco. - Chryste, Harry, co...
Harry zajęczał, przerywając Louisowi. - Wiem, wiem, a potem pomyślałem... pomyślałem: “Co jeśli on... co jeśli on naprawdę to zrobi?” i zwariowałem, okej, Lou? Po prostu zwariowałem i ja nie... - Harry zaczął łkać, przypominając sobie strach przepływający przez niego, kiedy ściągnął z siebie koszulkę przed Robinem. - Ja nie...
Louis przyciągnął do siebie Harry’ego, opierając się o pnącza łóżka, a Harry rozciągnął się pomiędzy nogami Louisa, łkając w jego koszulę. Louis położył jedną dłoń na plecach Harry’ego, a drugą w jego włosach, gdy Harry otwarcie szlochał. - Przeżyłeś dzisiaj okropny dzień, prawda, kochanie?
Harry załkał i kiwnął głową przyłożoną do piersi Louisa, a Louis uciszył go i szeptał do niego, głaszcząc jego włosy i plecy, dopóki Harry był gotowy. To zajęło trochę czasu.
Harry odwrócił swoją głowę tak, że jego policzek był przyciśnięty do piersi Louisa, żeby mógł łatwiej oddychać i mówić, i wyszeptał: - Nie ma usprawiedliwienia na... byłem dla niego taki okropny a on... on był taki miły. - Louis musiał usłyszeć ten okropny pisk w głosie Harry’ego na koniec, bo podrapał lekko głowę chłopaka, a Harry wziął głęboki, lekko drżący oddech. - Był taki miły i on... nie chciał mnie. On nie... on mnie nie chciał...
Louis potrząsnął swoją głową. - Nie, nie w ten sposób, nie chciał.
- Ja po prostu... ja po prostu zwariowałem. My... nigdy, przenigdy w tym domu nie było innego mężczyzny, Lou. Przeprowadziliśmy się tu po... po tym, co się wydarzyło i... i oprócz, jak, konserwatorów i ciebie, nigdy nie było... i on tam był, i on był duży i on... jeśli mama zostanie z nim i... wyjdzie za niego czy coś, on... on jest większy niż... niż mój tata był i on mógłby... on mógłby nas skrzywdzić.
Harry czuł, że zaczynał oddychać szybciej i szybciej, ale Louis mu przerwał. - Posłuchaj mnie - powiedział trochę surowo. - Wszystko będzie w porządku. Nie pozwolę komukolwiek cię skrzywdzić, mówię serio.
Harry poczuł się trochę spokojniejszy, gdy usłyszał te słowa, więc przechylił swoją brodę i pocałował go powoli w usta, powtarzając te słowa między pocałunkami, aż w końcu Harry po prostu chciał tylko spać.
Jednak Louis mu nie pozwolił. - Więc... jak myślisz, co powinniśmy zrobić? - zapytał.
Harry’emu zmroziło krew w żyłach i nagle poczuł się bardzo rozbudzony. - Chcesz, żebym skorzystał z terapii - wyszeptał, czując rozczarowanie zalewające go, gdy spojrzał w dół na koszulę Louisa.
Louis westchnął nad nim i powiedział: - Harry, jestem twoim chłopakiem, nie twoim... nie rządzę tobą. Dobra? Jeśli chcesz skorzystać z terapii, z chęcią zawiozę cię i odbiorę cię stamtąd, i będę cię wspierał i popierał. Jeśli nie chcesz, nie będę na ciebie naciskał, bo nigdy nie byłem na terapii i nie wiem jak to działa, ale nie sądzę, żeby to było coś, do czegoś ktoś powinien być zmuszony. Chodziło mi... chodziło mi o to, co zrobisz, gdy pójdziesz do domu?
Oczy Harry’ego rozszerzyły się, gdy zdał sobie sprawę z tego, że w końcu będzie musiał wrócić do domu i stanąć przed swoją mamą. I będzie musiał z nią o tym pogadać. - O mój boże - wyjęczał. - Mama mnie zabije.
Louis zaśmiał się i wymamrotał: - Ale będziesz ją rozumiał.
Co... aua, tak jakby. Harry wzdrygnął się na słowa Louisa, odsuwając się od niego i siadając prosto, chociaż wiedział, że miał całkowitą rację. - I tak czuję się już źle, Lou - powiedział z wyrzutem, a dyskomfort pływał w jego brzuchu.
Louis wyglądał na skruszonego i wyciągnął rękę w stronę Harry’ego, mówiąc: - Przepraszam, naprawdę. - Harry pozwolił zostać przyciągniętym z powrotem na dół, był zbyt przewrażliwiony, żeby z tym walczyć, a Louis rysował palcami ścieżkę na tyle ręki Harry’ego, drapiąc chłopaka w głowę drugą ręką, gdy ten rozmyślał cicho nad tym, co powinien zrobić.
- Ja... będę musiał najpierw przeprosić mamę - powiedział powoli, czując jak Louis kiwnął głową. - ... A potem, ja... możemy spotkać się z Robinem? Ty i ja? Tylko, chcę z nim porozmawiać, ale nie jestem... nie chcę być z nim sam.
Harry poczuł jak Louis przestał oddychać i uniósł swoją głowę, żeby położyć brodę na piersi Louisa, spoglądając na jego twarz. - Będę dobry - nalegał. - Ja po prostu... ja nie widzę siebie chcącego go w moim życiu, ale... nie chcę też, żeby odchodził. Naprawdę. Ja... moja mama naprawdę go lubi, a on... on był dla mnie miły, pomimo, że ja... cóż, zachowałem się jak palant. Ja tylko... nie chcę, żeby zostawił mamę.
Louis obserwował Harry’ego przez czas, który zdawał się być całą godziną, a w końcu kiwnął głową i w jego niebieskich oczach widać było coś podobnego do dumy. - Okej - powiedział Harry’emu. - W porządku. Możemy się z nim spotkać. Ale jeśli zaczniesz... znowu wariować, osobiście zaniosę cię do mojego auta i zabiorę cię stamtąd. Ze względu na twoją mamę. W porządku?
Harry kiwnął głową, zadowolony z tego, że Louis szanował jego mamę i miał wystarczająco czysty umysł, że byłby w stanie wkurzyć Harry’ego, żeby ją bronić, gdyby musiał. Jednak zastanawiał się: - Dlaczego nie powstrzymałeś mnie wcześniej? Nie, żebym cię winił - dodał naprędce, kiedy brwi Louisa uniosły się. - Ja tylko... zastanawiałem się. Wyglądałeś na upokorzonego, ale... nie powstrzymałeś mnie. Dlaczego?
Louis oddychał równomiernie i powoli, gdy przejeżdżał dłonią w górę i w dół pleców Harry’ego przez jego koszulkę, w końcu mówiąc: - To nie ja powinienem cię powstrzymać. - Kiedy Harry wiedział, że jego zmieszanie było wypisane na jego twarzy, Louis rozwinął: - Wierzę ci, no wiesz, kiedy mówisz, że to cię nie rusza i masz to już praktycznie za sobą... to, co się wydarzyło. Wierzę ci i wiem, że tylko dlatego, że zwariowałeś przy Robinie, nie oznacza to, że nagle nie jesteś już w porządku. Rozumiem to. - Harry zamknął swoje oczy i schował swoją twarz w koszuli Louisa, zadowolony z tego, że Louis rozumiał. - Nie byłoby w porządku, gdybym cię powstrzymał, nawet, jeśli mogłem. Ty po prostu... wydaje mi się, że tego potrzebowałeś. Potrzebowałeś to z siebie wyrzucić, potrzebowałeś go wypróbować w ten sposób. Nie podobało mi się to, i nadal mi się nie podoba, i myślę, że pewnie zawsze będę nienawidził tę kolację, do końca mojego życia, ale... potrzebowałeś tego, a ja nigdy nie będę powstrzymywał cię od czegoś, czego potrzebujesz, Harry.
Harry przełknął i kiwnął głową z twarzą nadal schowaną w koszuli Louisa. Złożył więcej swojej wagi na chłopaku, tak bardzo chcąc przestać myśleć, chcąc, żeby Louis go otoczył - ale wiedział, że Louis nigdy by na to nie pozwolił, nie po dzisiejszym dniu, więc nawet nie powinien próbować. Louis westchnął ponownie, tym razem z trochę większym zadowoleniem niż poprzednio, szczęśliwy, że wyrzucili z siebie to wszystko. Harry też był szczęśliwy i złożył pocałunek na piersi Louisa przez jego koszulę, i powiedział: - Myślę, że musisz zabrać mnie do domu. Muszę pogadać z moją mamą.
Prawie dwie godziny później, Harry znalazł się z głową położoną na kolanach swojej mamy, starając się nie mruczeć, gdy ona bawiła się jego włosami. Robina nie było, gdy Harry przyszedł do domu, a jego mama po prostu siedziała na kanapie, oglądając telewizję, więc Harry usiadł i wytłumaczył jej wszystko - jego cały dzień i zakończył to kawałkami jego rozmowy z Louisem. Jego mama siedziała cicho cały ten czas, kiedy Harry się tłumaczył, a teraz myślała - przesiewała fakty.
Anne nabrała tchu w płuca, a oczy Harry’ego z niepokojem spoczęły na jej twarzy, przyglądając się jej, żeby dowiedzieć się, na co ma się przygotować. Ale Anne nie wyglądała na wściekłą i nie miała tego swojego zmęczonego spojrzenia w oczach, do którego Harry przyzwyczaił się podczas ich dyskusji na temat Robina i lęków oraz skrępowań Harry’ego. Wyglądała na wyrozumiałą i lekko winną.
- Pewnie za bardzo to pośpieszałam - powiedziała, patrząc na włosy Harry’ego, zamiast w jego oczy. - Powinnam była pozwolić ci przyzwyczaić się do tej sytuacji we własnym czasie.
Harry usiadł i odwrócił się do niej, kręcąc głową. - Nie, mamo, o tym mówię. Ja... ja po prostu zwariowałem, jak, nawet ja tego nie rozumiem, ale to nie tak, że nie byłem, w sensie... gotowy na niego, ani nic takiego. Ja po prostu... nie wiem, naprawdę. Naprawdę mi przykro - dodał.
Anne kiwnęła głową, uśmiechając się lekko. - W porządku - powiedziała. - Naprawdę. I tak jest lepiej, gdy jesteśmy tylko ty i ja, nie?
Harry poczuł skręcanie w swoim brzuchu. Czy to oznaczało, że Robin już zerwał z jego mamą?
Harry otrząsnął się ze swoich myśli, kiedy jego mama pochyliła się, żeby pocałować go w policzek. - Idę do łóżka - oznajmiła. - Jutro muszę wcześnie wstać.
To było kłamstwo; Harry wiedział, że jego mama miała jutro wolne, ale pozwolił jej iść. Jeśli Robin z nią zerwał, prawdopodobnie chciała spędzić trochę czasu w samotności. I, szczere, on też tego potrzebował.
Harry siedział na lekcji matematyki, starając się dotrzymać nauczycielowi tempa, jednak poniósł całkowitą porażkę. Wysłał potajemne podziękowania jakiemukolwiek bogu (lub bogini, dodał Harry), który spowodował swoją magią, że jego chłopak już kiedyś chodził na te lekcje i mógł mu pomóc.
Mówiąc szczerze, Harry po prostu nie mógł się skupić. Ciągle martwił się o swoją mamę, martwił się o Robina, zastanawiał się, czy powinien znowu rozważyć terapię i walczył ze swoimi nerwami i dumą związanymi z tą sprawą, był rozkojarzony przez myśli o Louisie, martwił się pokazaniem się z dobrej strony na treningu piłki nożnej po jego słabym występie parę dni wcześniej, kiedy cały dzień był okropny, więc mógł tylko utrzymać swoją startową pozycję, myślał o tym, że ostatnio ledwo widział Liama i Nialla i wiedział, że Louis nie spotykał się za bardzo ze Stanem ani Zaynem, martwił się jak ma ignorować szepty otaczające go na biologii (która, przypadkowo, była jego następną lekcją), bezczynnie zastanawiał się, jakie uczelnie Louis rozważał po liceum (tylko, to nie było bezczynne rozmyślanie - znajdował się tam zdecydowany lęk, ukryty, i Harry ciągle o tym myślał), starał się wyrzucić ze swojej głowy jakąkolwiek piosenkę, która nie chciała z niej wyjść, i starał się wyglądać, jakby uważał na lekcji kiedy, w rzeczywistości, lekcje były ostatnią rzeczą, które zaprzątałyby mu głowę.
Harry myślał, że należała mu się nagroda.
Chociaż, wiedział, że to pewnie nic w porównaniu z tym, z czym zmagał się Louis. Więc kiedy Harry odblokował swój telefon i zobaczył wiadomość od swojego chłopaka, starał się poskromić lekką irytację tym, że drugi dzień pod rząd Louis wychodził szybciej z treningu, co oznaczało, że Harry będzie musiał albo wracać pieszo, albo spytać kogoś o podwózkę, a Louis nawet nie dawał mu żadnego powodu.
Sprawy rodzinne, kochanie. Wiesz, że zabrałbym cię, gdybym mógł, przepraszam. Do zobaczenia na nodze x
Harry westchnął i, zamiast odpowiadać, odnalazł numer do Liama i wysłał mu wiadomość, pytając czy będzie mógł zabrać go do domu po treningu, a potem starał się na poważnie skupić na lekcji matematyki.
Harry nawet nie wysilił się, żeby wziąć prysznic po treningu, zamiast tego wślizgnął się w swoje obcisłe spodnie, narzucił koszulkę i kurtkę i nałożył z powrotem swoje Conversy, wzdychając. Louis wyszedł jeszcze wcześniej niż wczoraj, podbiegł do trenera, zaczął żywo gestykulować, a trener kiwnął głową i Louis odbiegł w drugą stronę. Nawet nie pięć minut później, uwaga Harry’ego została znowu skupiona na Louisie, który prawie biegł sprintem do swojego samochodu, z włosami jeszcze mokrymi od prysznica, którego musiał wziąć w szatni, po czym odjechał szybko, skręcając w kierunku miasta, a nie w kierunku swojego domu.
Harry zarzucił na ramię torbę i usiadł na ławce, sprawdzając swój telefon i jęcząc, kiedy zauważył, że Liam odpisał mu podczas treningu, przepraszając z sześć miliardów razy i mówiąc, że nie mógł zabrać go do domu, bo miał wizytę u lekarza - jakaś wizyta kontrolna ze względu na to, że nie miał jednej nerki.
- Co się z tobą dzieje?
Harry podniósł wzrok i zauważył Stana, który nakładał na siebie koszulkę, spoglądając na Harry’ego ze zmartwieniem. Stan uśmiechnął się i dodał: - Co, już tęsknisz za swoim kochasiem?
Harry zarumienił się lekko, ale ukrył to śmiechem, wiedząc, że Stan tylko się z nim drażnił, po czym na jego twarzy pojawił się grymas, gdy powiedział: - Nie, Liam nie może po mnie przyjechać. Dzisiaj moja kolej zrobić obiad, więc muszę biec. Do zobaczenia jutro, stary.
Wstał, żeby odejść, klepiąc Stana w ramię i odwracając się do wyjścia, kiedy Stan powiedział: - Ja mogę zabrać cię do domu.
Harry odwrócił się i zmierzył Stana wzrokiem. - Nie masz nic przeciwko? Mieszkam jakieś... dziesięć minut dalej niż Louis. Gdy Louis prowadzi. Więc, naprawdę, mieszkam jakieś dwadzieścia minut od niego.
Stan zaśmiał się cicho i kiwnął głową, mówiąc: - Nie ma problemu, stary. Nałożę buty i w drogę!
W drodze do domu Harry siedział cicho na siedzeniu pasażera w samochodzie Stana. Stan wyglądał poważnie, gdy szli do jego auta i odezwał się dopiero kiedy byli już blisko domu Harry’ego.
- Ty... ty wiesz, że Louis cię kocha, nie? - powiedział nagle, odwracając wzrok od drogi, żeby spojrzeć na sekundę na Harry’ego.
Harry uśmiechnął się lekko, zadowolony z tego, że inni ludzie to widzieli, i zarumienił się lekko. - Ta, wiem - powiedział, odchrząkując. - Ja... ja też go kocham - dodał, bo Stan patrzył na niego wyczekująco.
Stan był cicho przez chwilę, zastanawiając się nad tym, i powiedział poważnie: - Ten... ten rozwód już daje mu się we znaki, Harry. On... nie wiem, co to jest, ale to naprawdę go smuci. Może to tylko ta nowa praca, ja nie...
- Praca? - przerwał Harry, marszcząc brwi. - Jaka praca? Louis nie ma żadnej pracy. Skręć tutaj - dodał, wskazując w prawo, a Stan włączył kierunkowskaz przed wykonaniem manewru.
Stan wyglądał na całkowicie zdezorientowanego, kiedy wjechał na ulicę Harry’ego. - Ma pracę - powiedział, zdziwiony. - Dostał ją parę dni temu. Myślę, że zaczął wczoraj albo przedwczoraj? U tego mechanika, nieopodal ulicy Tafta?
Harry znał te miejsce, ale nie wiedział, że Louis tam pracował. - Och, racja - powiedział. - Racja, tak, zapomniałem. To głupie, skoro, no wiesz, to... tam teraz jest - spróbował Harry, zerkając na Stana, żeby zbadać jego reakcję.
Stan kiwnął głową, a Harry zauważył, że prawie minęli jego dom.
- Możesz się tutaj zatrzymać. Dzięki, Stan - dodał. Stan zatrzymał się, a Harry sięgnął do tyłu po swoją torbę, ale Stan zatrzymał go, łapiąc go za ramię.
Kiedy Harry spojrzał na niego, Stan miał poważną minę na twarzy. - Chcę, żebyś o niego dbał - powiedział. - Louis nie jest... on nie przyjmuje zmian za dobrze i myślę, że bardzo mu ciężko z tym wszystkim. Po prostu... opiekuj się nim, dobra?
Harry kiwnął głową, klepiąc dłoń, którą Stan nadal miał na jego ramieniu i powiedział: - Zawszę będę się opiekował Louisem. - Wyskoczył z samochodu. Harry poklepał dach auta i podszedł do swojego domu, machając, gdy Stan zatrąbił i odjechał.
Harry otworzył drzwi i poszedł do kuchni, żeby zacząć przygotowywać kolację, zastanawiając się dlaczego Louis nie powiedział mu o tym, że dostał pracę. Harry wyciągnął telefon i napisał nową wiadomość.
Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality
Anya is LIVE right now
FREE
Free to watch • No registration required • HD streaming
Heeeeej! Trochę czasu minęło, ja skończyłam liceum... Jednak przybywam z informacją. Autorka Stereo Hearts napisała do mnie z prośbą o usunięcie tłumaczenia z tumblra, jak i z ao3. Nie znam jej powodów, ale zauważyłam, że usunęła też pracę ze swoich kont. Nie jest to moja praca, więc niestety, z ciężkim sercem, będę musiała usunąć te tłumaczenie.
Opis: Harry to nieśmiały prawiczek z przeszłością, nowy w drużynie piłki nożnej. Louis jest (doświadczoną) popularną gwiazdą zespołu i nowym mentorem Harry'ego.
Notka od tłumaczki: Przepraszam za wszelkie błędy. Enjoy. ;) x
Rozdział czternasty:
Louis biegł przez boisko, dryblując obok swoich kolegów z drużyny. Kiedy najlepszy obrońca w zespole stanął przed nim, Louis zauważył Harry’ego, który biegł z łatwością, nie męcząc się, nadążając za nim przy każdym kroku. Louis podał mu piłkę i starał się przebiec obok obrońcy, ale nie mógł, a parę sekund później, wszystkie Koszulki - zespół Louisa i Harry’ego - zawołały radośnie. Louis wyglądał na zadowolonego i zauważył uśmiech na twarzy Harry’ego, rumieniącego się przez zdobytą uwagę wszystkich Koszulek i paru milszych Skór. Harry strzelił gola.
Trener krzyknął: - WŁAŚNIE TO CHCĘ WIDZIEĆ, STYLES!
Louis uśmiechnął się z zadowoleniem w stronę Harry’ego, który gapił się na niego z do połowy otwartymi ustami. Stan podbiegł do niego i zaśmiał się, unosząc palec, by zamknąć buzię Harry’ego. Powiedział coś do niego, co widocznie ucieszyło chłopaka, ale Louis nie słyszał co to było. Zauważył wargi Harry’ego formujące “Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję”, a potem Harry zaczął biec w jego stronę, wręcz sprintować.
Harry zatrzymał się gwałtownie, zdając sobie sprawę z tego, że byli na boisku, a Louis uśmiechnął się i kiwnął głową, dając mu znać, że pogadają w drodze do pracy Harry’ego.
Louis czekał spocony i trochę śmierdzący aż Harry wyjdzie spod prysznica i ubierze się, żeby mogli pojechać do piekarni.
Piekarnia. Mark. Tata. Mama.
- Gotowy?
Louis podskoczył lekko, ale uśmiechnął się automatycznie, kiedy zauważył Harry’ego z nadal mokrymi lokami i ogólnie wyglądającego jak młody Tarzan, i kiwnął głową.
Gdy dotarli bezpiecznie do samochodu, Louis już miał włączyć silnik, gdy Harry zarzucił swoje ramiona dookoła niego. - Trener powiedział, że mogę zacząć podczas pierwszego meczu! - praktycznie krzyknął w ucho Louisa.
Louis wiedział, że jego twarz była miksem zaskoczenia i radości. - Mówisz serio? - wykrzyknął z entuzjazmem. - To wspaniale, kochanie. Jestem z ciebie taki dumny! - Złożył pocałunki na całej twarzy Harry’ego i w jego włosach, a potem nachylił się niekomfortowo, żeby przytulić go mocniej. - Wiedziałem, że możesz to zrobić!
Harry uśmiechnął się od ucha do ucha na pochwały i uwagę Louisa, ale odsunął się lekko, żeby powiedzieć: - Jednak nie zrobiłbym tego bez ciebie. Dziękuję, dziękuję, że tak mocno mnie przyciskałeś!
Louis utrzymał pokerową twarz, słysząc ten komentarz, nie chcąc, żeby jego brudne myśli pozwoliły mu odpłynąć. Uśmiechnął się i ruszył samochód, spoglądając na zegar na desce rozdzielczej. Zauważył, że byli już parę minut spóźnieni. Jechał szybko, gdy Harry wyciągnął swój telefon z torby, by napisać do Liama, Nialla i Anne, zbyt niecierpliwy, by poczekać.
Louis stanął na krawężniku przy piekarni i zaparkował samochód, a potem pochylił się i pocałował Harry’ego w usta. - Mówię serio - powiedział cicho, kładąc dłoń na szyi Harry’ego. - Jestem z ciebie taki dumny.
Harry uśmiechnął się nieśmiało i kiwnął głową. - Dziękuję - wyszeptał.
- Kocham cię - powiedział śpiewnie Louis, a Harry zachichotał.
- Też cię kocham. - Po tym Harry pochylił się i jeszcze raz pocałował Louisa, a potem odwrócił się i wyskoczył z samochodu, praktycznie podskakując do piekarni.
Louis przyglądał się Harry’emu, gdy odchodził, jego mały tyłek podskakiwał przez jego głupkowate i sporadyczne ruchy. Harry otworzył drzwi do piekarni i podskoczył, pozując i wyrzucając dwie pięści do nieba, krzycząc coś. Bessy i dwie inne kobiety, których Louis nie znał, rzuciły to, co robiły i podeszły do niego, przytulając go i ciesząc się. Harry również przytulił je wszystkie, a jego długie ramiona całkowicie je objęły, przyciągając je blisko, jakby były rodziną.
Louis uśmiechnął się i zmienił bieg, odjeżdżając od krawężnika z szybkim uderzeniem o klakson, skierowanym do Harry’ego. Przez okno sklepu, zauważył jak Harry odwrócił się i uśmiechnął, machając do niego całym ramieniem. Louis zachichotał do siebie i skierował się do domu, myśląc o (niespodzianka) Harrym.
Styczeń był trochę nudnym, jednak coraz bardziej emocjonalnym miesiącem dla Louisa i Harry’ego. Dla Louisa oznaczał on opowiedzenie dziewczynkom o nadchodzącym rozwodzie ich rodziców, a potem rozesłanie wszystkich jego zgłoszeń na studia według styczniowych terminów - oraz, skoro teraz jego rodzice się rozwodzili, zgłoszenie się do stypendiów, bo nie był pewien czy uzyska finansową pomoc od Marka. Dla Harry’ego oznaczał odnalezienie odwagi i cierpliwości, by porozmawiać trochę więcej z Anne o jej chłopaku, Robinie, i ustalenie daty (jutro), by spotkać się z nim na kolację.
Poza tym, nadchodziły szesnaste urodziny Harry’ego.
Hej, jestem gotów. Przyjedziesz po mnie? I mógłbyś się pospieszyć?
Minęło już parę dni, Louis przeczytał tą wiadomość dwa razy, stojąc w kolejce i zastanawiając się czy tylko wyobraził sobie ten płaczliwy ton w niej, czy było to spowodowane tym, że wiedział o kolacji z Robinem. Harry był humorzasty cały dzień (chociaż starał się nie wnosić tego na boisko, skoro przypatrywał im się trener) i był irytująco cichy w drodze do piekarni. Louis wiedział, że był w równym stopniu wściekły przez tę sytuację i zdenerwowany, i nie mógł winić Harry’ego, bo Louis czuł to samo, aczkolwiek z o wiele mniejszą intensywnością. Jednak te spotkanie i tak pewnie będzie lepsze niż ten raz, kiedy spotkał Marka, bo Harry pewnie nie zacznie rzucać dookoła zabawkowymi samochodzikami i okaleczać Robina.
Pewnie.
Będę za minutę. Jestem już za rogiem. Wanilia czy czekolada?
Mieszanego poproszę.
Louis zamówił szejki i pospieszył do swojego samochodu, umieszczając kubki na swoim miejscu, przekręcając kluczyk i ostrożnie odjeżdżając od krawężnika. Miał nadzieję, że Harry będzie w porządku na kolacji; jeśli nie, Louis zawsze może zabrać gdzieś Harry’ego i pozwolić Anne zjeść w domu z Robinem.
Harry siedział na krawężniku ze stopami na ulicy, z głową na kolanach i z rękami na głowie. Koło niego siedziała Bessy, głaszcząc go po plecach i widocznie rozmawiając z nim. Louis zaparkował samochód blisko, nie chcąc przejechać po stopach Harry’ego, i nawet nie wyłączył silnika, gdy wyskoczył z pojazdu, ignorując sfrustrowanych kierowców przez to, że jego samochód był źle zaparkowany.
Louis zrobił parę szybkich kroków w stronę Harry’ego i objął go rękami, podciągając go na nogi i pytając co się stało. Harry potrząsnął głową i objął pas Louisa rękami, chowając głowę w piersi chłopaka. Louis spojrzał pytająco na Bessy, a ona jedynie wbiła wzrok w ziemię i potrząsnęła głową.
- Powie ci jeśli będzie chciał - powiedziała swoim starym, szorstkim głosem i odeszła do piekarni, dodając ciche: “Mam nadzieję, że poczujesz się lepiej, kochanie. Kochamy cię”. Louis był zdenerwowany, gdy pociągnął Harry’ego do samochodu i wdzięczny, gdy Harry zapiął własne pasy. Louis przebiegł na swoją stronę samochodu i odjechał, spoglądając na Harry’ego, który teraz opierał się o szybę, spoglądając przez nią i co jakiś czas pocierając swoje oczy. Louis przełknął kiedy Harry, nie odrywając wzroku od okna, wyciągnął swoją dłoń, by znaleźć dłoń Louisa za dźwigni skrzyni biegów. Louis pozwolił Harry’emu spleść razem ich palce i ścisnął je lekko, nadal prowadząc samochód.
- Do domu, do mnie czy do Dżungli? - zapytał Louis. - A tutaj jest twój szejk - dodał, spoglądając na kubek.
Harry puścił dłoń Louisa i odwrócił się, podnosząc swojego szejka, ruszając się ospale, jakby mu się nie chciało. - Po prostu... do mnie, tak mi się wydaje - wymamrotał, pociągając nosem i spoglądając w dół.
Louis kiwnął głową, spoglądając na swojego chłopaka co parę sekund, gdy jechali w ciszy. Kiedy znaleźli się na ulicy Harry’ego, Louis oderwał wzrok od drogi, by ponownie spojrzeć na niego. - Harry - powtórzył. - Ty... powiesz mi co jest nie tak? Proszę?
Harry poczekał aż Louis zaparkuje przez jego domem i zaczął płakać trochę bardziej. Jego płacz nie był głośny ani dramatyczny; był praktycznie cichy, same łzy spadające po jego policzkach i trochę krótkie oddechy i pociągania nosem, policzki czerwone ze wstydu, a Louis przypomniał sobie ten czas, gdy Anne zadzwoniła do niego histerycznie, błagając go, by przyszedł, bo Harry był chory i prosił o niego.
Pospieszony swoimi myślami, Louis sięgnął i odsunął swoje siedzenie od kierownicy tak daleko jak mógł, zanim pochylił się nad Harrym, pociągając go aż ten praktycznie na nim siedział.
Harry objął Louisa, pragnąc pocieszenia, a Louis pochylił się nad nim i złożył pocałunki na kąciku jego ust i na jego policzkach, i szczęce, gdziekolwiek mógł dosięgnąć.
- Ja... - zaczął Harry, a jego krótkie oddechy przeszkadzały mu w mówieniu, gdy pocierał swoje oczy. - Ja... to po prostu był... - łkanie - bardzo... okropny... dzień - powiedział, podnosząc drugą dłoń, by wytrzeć swoje oczy. Jednak gdy mówił, jego zdenerwowanie zdawało się rosnąć bardziej i bardziej. Louis głaskał jego ramiona, szepcząc krótkie bezsensowne rzeczy, chcąc go zrozumieć i chcąc go pocieszyć.
- Co się stało, Hazza? - zapytał, szczerze zmartwiony. Nienawidził widoku płaczącego Harry’ego - to było jak przyglądanie się, gdy ktoś kopał szczeniaka. A może nawet uderzył go w pysk.
- Ja... przeze mnie prawie... spóźniliśmy się tego... poranka do szkoły - powiedział, wydając z siebie cichutkie łkanie, a Louis chciał go uspokoić, ale chłopak mu przerwał. - A potem... zapomniałem mojej... pracy i... pan C b-był... przez to wredny, a... potem na... bio-logii ja s-spaprałem sprawę... kiedy przeprowadzałem... sekcję żaby,... b-bo czułem się... przez to n-niedobrze... - łkanie - i moja... partnerka ś-śmiała się ze... mnie i powiedziała, że to... przez to jestem... p-pedałem... - Harry pociągnął nosem i wydał z siebie kolejne łkanie, a Louis zacisnął swoją szczękę, wiedząc, że to nie wszystko, gdy słuchał słów chłopaka ze strachem. Harry denerwował się coraz mocniej. - Nazwała mnie... pedałem... p-przed... wszystkimi - zawodził i przycisnął się do Louisa, przyciskając swoją twarz bliżej i bliżej piersi chłopaka, jakby chciał pocałować jego serce. Jego następne płakanie było stłumione i Louis zanurzył swoje place w spoconych włosach Harry’ego. - I-i potem moja... cała klasa... oni wszyscy... zaczęli to m-mówić. I to... to nie było n-nawet takie... okropne, do-dopóki gdy ktoś p-powiedział, że ja... ja... ja...
Nawet cały we łzach, Louis czuł gorąco twarzy Harry’ego, gdy ten zarumienił się mówiąc kolejne słowa. - O-obciągam ci. - Łkał tak mocno, że praktycznie się krztusił, a Louis chwycił go za ramiona i odciągnął od siebie, żeby mógł wziąć parę głębokich wdechów.
- Hej, hej - powiedział, gdy Harry chwytał powietrze pomiędzy łkaniem. - Znasz prawdę. Wiesz czy jesteś i kim jesteś, i kim jesteś dla mnie. Wiesz, że cię kocham. Nie pozwól, żeby ci idioci cię zdenerwowali, okej? - Harry zaczął kiwać głową, a potem potrząsnął swoją głową i wydał z siebie kolejne łkanie, opuszczając głowę w swoje ręce, siedząc na kolanach Louisa. - Coś jeszcze? - zapytał cicho Louis, bojąc się odpowiedzi, a kiedy Harry kiwnął głową, wydając z siebie cichutki wysoki jęk. Louis mlasnął językiem i objął Harry’ego tak mocno jak tylko mógł. - Zacznij kiedy będziesz gotów - powiedział.
Harry potrzebował paru minut, żeby się zebrać do kupy, przestał tak mocno łkać i usiadł trochę pewniej, gdy kontynuował: - Oni... powiedzieli, że ja... że ja to robię i... i to dlatego ty... trzymasz mnie przy sobie. - Pociągnął nosem i potrząsnął swoją głową, kiedy Louis otworzył swoje usta, i powiedział: - Wiem, że to nie... wiem. To... po prostu nie jest miłe, w ogóle.
Louis kiwnął głową, pogłaskał biodro Harry’ego i przełknął małą gulę w swoim gardle, a Harry mówił dalej.
- To... a potem nauczyciel powiedział wszystkim, żeby... żeby się zamknęli i... i potem na lunchu ktoś mnie l-lekko popchnął i... i upuściłem moją tacę, ale... kucharka nie... nie pozwoliła mi wziąć więcej. Więc byłem głodny... i Niall i Liam podzielili się ze mną, ale i tak byłem... spóźniony na-na lunch, więc... nie zjadłem dużo. A potem... zepsułem te podanie na treningu i... i trener to widział... - Ponownie ukrył swoją twarz w dłoniach i jęknął. - I pewnie znowu... znowu każe mi iść na... na ławkę. A potem ja... dziewczyny w... w piekarni nie lubią wynosić śmieci? W-więc r-robię to za nie. I potem ja... ja byłem w alejce, wynosząc je i... i ten wielki wredny pies... on s-skoczył na mnie i ja u-upadłem i całe śmieci rozsypały się... wszędzie, i ja... ja bałem się i pies po prosty warczał dopóki J-janice przyszła i zobaczyła to wszystko i ona... ona rzuciła ch-chleb i pies odbiegł. Ale potem, to był... to był chleb, po którego ktoś dz-dzisiaj przyszedł i my... musieliśmy powiedzieć jej, że spieprzyliśmy sprawę i ona... bardzo się na nas wkurzyła. A potem, teraz Rob-Robin przy-przychodzi... po prostu gówniany dzień - skończył, znowu opierając się o Louisa i przyciskając swoją głowę w jego mostek.
Louis uniósł brodę Harry’ego, pochylił się i pocałował go mocno. Dłonie Harry’ego spoczęły na piersi Louisa, a czubki jego palców dotykały go pod koszulką. Louis pozwolił swojemu językowi pieścić język Harry’ego, possał go lekko i upewnił się, że pocałunek był powolny i słodki. Nie miał zamiaru, żeby to do czegoś doprowadziło; chciał go pocieszyć.
Przerwał pocałunek i złożył więcej malutkich całusów na ustach, policzkach i nosie Harry’ego. - Tak mi przykro, że miałeś taki okropny dzień, kochanie - powiedział, wiedząc, że Harry lubi pieszczotliwe przezwiska. Bardzo. - Ale nie byłem zły przez to, że prawie się spóźniliśmy... a żaden z nas się nie spóźnił i to jest najważniejsze, racja? - Harry kiwnął głową, widocznie nadal zdenerwowany, ale Louis mówił dalej. - Pan C jest chujem dla wszystkich, okej? To nie tylko ty. Ludzie ciągle o czymś zapominają, dla niego to nic wielkiego. A jeśli chodzi o twoją partnerkę? Cóż, pieprzyć ją. - Harry wyglądał na lekko zszokowanego, że Louis mógł powiedzieć coś tak wrednego z taką pasją, ale Louis potrząsnął swoją głową. - Nie miała prawa mówić tak o tobie. I pieprzyć resztę ludzi z twojej biologii, skoro już przy tym jesteśmy. Oni nic nie wiedzą, oni nie wiedzą nic o nas, o naszym związku, okej? Nie znają mnie i na pewno nie znają ciebie, i nie chcę, żebyś ich słuchał, w porządku? Zignoruj ich. - Harry kiwnął głową, a Louis delikatnie starł kciukiem parę jego łez. - Przykro mi, że upuściłeś swoją tacę. Trzymam jedzenie w bagażniku - głównie tylko niezdrowe żarcie, ale zrobię ci zapasowy kluczyk, żebyś mógł wziąć sobie trochę, gdy tylko będziesz głodny. Nawet nie musisz pytać. A trener nie wyrzuci cię ze składu przez jedno zepsute podanie. Ja robię to cały czas - to nic wielkiego, okej, kochanie? Nie jest, naprawdę. Mówię serio. Trener widział jak wiele wysiłku w to włożyłeś i jak poprawiłeś się od początku roku. Nie zrobi tego tobie. - Louis złożył pocałunek na nosie Harry’ego i powiedział: - Będę musiał podziękować Janice, gdy ją zobaczę; cieszę się, że jesteś cały i zdrowy, kochanie. Jest w porządku, ta kobieta może się złościć. Jeśli muszę wybrać pomiędzy wkurzonym klientem a psem odgryzającym ci nogę, wydaje mi się, że mogę pozwolić jej trochę pokrzyczeć. - Harry wydał z siebie cichy śmiech, a Louis uśmiechnął się szeroko, zadowolony, że to osiągnął. - Dzisiejsza kolacja... będzie nerwowa. Będzie niezręczna i może go znienawidzisz. Ale może nie. Nie nastawiaj się negatywnie na dzisiejszy wieczór zanim się zacznie, okej?
Harry pociągnął nosem ostatni raz i kiwnął głową, jęcząc, gdy położył dłoń na swojej głowie. - Ból głowy - zajęczał cicho.
Louis kiwnął głową i poklepał jego uda, każąc mu zejść. - Chodźmy wziąć coś na tą twoją głowę, a potem możemy się trochę zdrzemnąć przez kolacją. Co ty na to?
Louis pocałował szybko policzek Harry’ego właśnie gdy Anne chwyciła klamkę. Otworzyła drzwi i do środka wszedł mężczyzna wielki jak góra, uśmiechając się szeroko, kiedy spojrzał w dół na Anne. Pochylił się i pocałował ją w policzek, i powiedział ciche “cześć”. Anne zarumieniła się, a Louis zerknął w kierunku Harry’ego, by uchwycić jego reakcję, która była zaskakująco spokojna. Oczywiście, biorąc pod uwagę okoliczności.
Robin wręczył jej bukiet kwiatów, a ona zarumieniła się jeszcze bardziej, po czym odwróciła się i wyciągnęła rękę, by wskazać Robinowi na Harry’ego i Louisa.
- Robin, oto Louis - powiedziała z uśmiechem, gdy Louis zrobił krok wprzód z uprzejmym uśmiechem i ścisnął jego dłoń. - A oto mój Harry - powiedziała entuzjastycznie i uśmiechała się jak szalona. - Chłopcy, to Robin Twist. - Harry zrobił krok do przodu, by uścisnąć jego rękę. Louis był zajęty przyglądaniem się twarzy Harry’ego, ale przez lekkie uniesienie kącika ust chłopaka, zgadywał, że Harry pewnie robił te ściskam-twoją-dłoń-tak-mocno-że-to-boli-żebyś-wiedział-że-to-ja-tu-dowodzę.
Nastąpiła lekko spięta cisza, jednak Harry niczego nie powiedział i nawet nie wyglądał na zbytnio wkurzonego, a Anne zakaszlała. - Racja, cóż. Pójdę... erm, wstawię je do wody - powiedziała. - Kolacja zaraz będzie gotowa, jeśli chcecie się czegoś napić i tak dalej - dodała.
Robin przytaknął, zgadzając się, a potem kiwnął głową w stronę Louisa i Harry’ego, gdy przeszedł obok nich w kierunku kuchni, żeby wziąć sobie coś do picia. Louis spojrzał na Harry’ego, który był cicho i uśmiechnął się do niego pocieszająco.
- Będzie dobrze - wyszeptał. Louis przybliżył się do niego i złożył pocałunek na skroni Harry’ego. - Kocham cię - przypomniał mu.
Harry zdawał się po tym wyluzować i powiedział ciche “też cię kocham”, przytulając Louisa. Odsunęli się od siebie i weszli do kuchni, obaj biorąc coś do picia - Louis tak jak i Harry zdecydował się na herbatę. Louis usiadł przy stole, dokładnie naprzeciwko Robina, żeby Harry nie musiał, a Harry poszedł pomóc swojej mamie w kuchni
- Potrzebujecie pomocy? - zapytał Robin, chcąc wstać, ale Harry powiedział: - Nie trzeba, jest w porządku, dzięki - i Robin usiadł z powrotem na swoje miejsce, akceptując to. Nie było to szczególnie uprzejme ze strony Harry’ego i Louis ze swojego miejsca przy stole zauważył - plecy Robina były zwrócone w kierunku kuchni - zaniepokojone spojrzenie Anne, którego nie zauważył Harry, przygotowujący talerze.
- Chcesz trochę dodatkowej polędwicy czy ziemniaków, Lou? - zawołał słodko Harry, a Louis uśmiechnął się.
- Mógłbym dostać trochę tego i trochę tego? - odpowiedział z nadzieją Louis, a Harry kiwnął głową, krojąc mięso i kładąc je na talerzu Louisa, a następnie podając go Anne, która dodała ziemniaków.
- Robin?
- Erm, poproszę więcej polędwicy, jeśli to nie problem - zawołał radośnie Robin.
Harry powiedział “nie ma problemu” i pokroił mięso, a następnie przyniósł talerz Robina i Louisa. Anne przyniosła swój i Harry’ego.
Może i Louis przypatrywał się zbyt uważnie, ale zdecydowanie wyglądało jakby Harry postawił talerz Louisa odrobinkę lżej niż Robina - widocznie Robin pomyślał tak samo, biorąc pod uwagę jego minę, ale i tak podziękował Harry’emu i cała czwórka zasiadła do stołu.
Na początku było cicho, a Louisa zaczęło swędzieć od tej niezręczności. - Więc, Anne, jak ci minął dzień? - zapytał ostrożnie, biorąc do buzi kawałek (przepysznej) polędwicy.
Anne rzuciła Louisowi wdzięczne spojrzenie i zaczęła mówić o swoim dniu - który był cudowny - i pod koniec swojej historii rzucała spojrzenia w kierunku Harry’ego, który jadł w ciszy i podnosił wzrok tylko co jakiś czas. Natychmiast po skończeniu jej opowieści, Louis zaczął mówić o swoim dniu, żeby nie mogła spytać o to Harry’ego - to skończyłoby się katastrofą - a kolano Harry’ego od razu przycisnęło się do jego kolana pod stołem w podziękowaniu. Louis też przycisnął do niego swoje kolano.
Po opowiedzeniu o żałosnej próbie Stana w poderwaniu mamy jego kolegi z klasy - co zdarzyło się naprawdę na matematyce - zapytał Robina o jego dzień.
Robin wyglądał na lekko zaskoczonego, ale zaczął opowiadać o swoim dniu, a Harry robił się trochę niespokojny - zwykle podczas kolacji był najbardziej rozmowny - i przez to Louis odrobinkę się denerwował.
Louis jadł i pilnował Harry’ego, Harry wiercił się i był cicho, Robin opowiadał o swoim dniu, a Anne słuchała go urzeczona. Robin często wspominał o pracy, a Louis poczuł prawdziwe zainteresowanie i zapytał: “Och, czym się zajmujesz?” właśnie wtedy, gdy Harry zakaszlał i zaczął przybliżać się do Louisa.
- Jestem kierowcą firmy zajmującej się grafiką komputerową, - powiedział Robin po przełknięciu swojego jedzenia. Nabrał kolejną porcję na widelec, ale nie zjadł jej, gdy kontynuował: - co praktycznie znaczy, że szkolę nowych gości i upewniam się, że nikt niczego nie zepsuje. Praktycznie, gram tatusia dla wszystkich...
- Jestem gejem - wyrzucił z siebie Harry. Wszyscy przy stole podnieśli na niego wzrok, ale on miał wzrok wbity jedynie w Robina. Louis poczuł ściśnięcie w brzuchu, wiedząc dokąd zmierzał Harry.
- Erm... co? - powiedział Robin, spoglądając na Anne i z powrotem na Harry’ego. Anne wpatrywała się w Harry’ego, błagając go wzrokiem.
- Jestem gejem - powtórzył Harry. - Lubię chłopców. Z penisami, które mogą we mnie wsadzić. Lubię, gdy mogą sprawić, że krzyczę jak brudna dziwka.
- Harry! - odezwała się Anne, trochę przerażona, ale Robin nie odpowiedział - jedynie wpatrywał się w Harry’ego.
- Louis to mój chłopak - kontynuował agresywnie Harry, kiwając głową w kierunku Louisa. Louis zarumienił się, ale został przy boku swojego chłopaka.
Wzrok Robina przeniósł się na Louisa, ale Harry znowu odezwał się zanim ten mógł coś powiedzieć.
- Bywa tu cały czas, siedzi ze mną na górze w moim pokoju. - Kiedy Robin nie zareagował, Harry dodał: - Wkłada we mnie swojego penisa cały czas, właśnie w tym domu. - Louis opuścił głowę w swoje dłonie, ale nic nie powiedział, a Anne powtórzyła imię Harry’ego, prawie desperacko.
- To świetnie, Harry - powiedział Robin, widocznie czując teraz wiele emocji.
Harry gotował się ze złości i Louis bał się jego reakcji, bo to była zła odpowiedź. - Zamykamy drzwi, ty popieprzony zboczeńcu.
- Harry! - Anne prawie wrzasnęła i wstała od stołu. - Przestań! To absurdalne! - Patrzyła na Robina, ale Robin spojrzał na nią krótko i powiedział: - Myślę, że to coś, o czym powinniśmy porozmawiać z Harrym, Anne. Możesz wyjść, jeśli chcesz, ale myślę, że będzie lepiej, jeśli zostaniesz.
Anne wyglądała na rozdartą, widocznie nie chcąc opuścić swojego syna i nie chcąc opuścić swojego chłopaka, ale nie chcąc słyszeć tej rozmowy.
- Zostanę tu, Anne - powiedział Louis, upuszczając dłonie ze swojej twarzy. - Możesz iść, ja tu zostanę.
Anne długo wpatrywała się w Louisa, a Louis starał się wyglądać wspierająco i odważnie, przekazując jej, że nigdy nie pozwoliłby, żeby coś stało się Harry’emu. Musiała coś tam zobaczyć, bo spojrzała pomiędzy Harrym i Robinem ostatni raz i weszła na górę.
Robin przyglądał się jak odchodziła, a potem spojrzał na Harry’ego. - Słuchaj, kolego, - powiedział, brzmiąc na zmęczonego - nie chcę przyglądać się jak pieprzysz się ze swoim chłopakiem. Nie kręcą mnie faceci.
- Założę się, że moje usta albo tyłek Louisa mogłyby to zmienić - powiedział gładko Harry. Policzki Louisa stanęły w ogniu i wstał tylko po to, by sięgnąć po lampkę wina Anne. - Chyba, że wolałbyś być po drugim końcu. W takim wypadku, nasze penisy są świetne.
Robin przyglądał się ze spokojem Harry’emu i potrząsnął swoją głową. - Nie, dzięki, stary. Wolałbym nie brać nic w tyłek. Mam wrażenie, że to za bardzo by bolało, a ja nie najlepiej toleruję ból.
- Och, ale byłoby warto - powiedział Harry i szczerze, Louis chciałby się dowiedzieć skąd on brał tą pewność siebie i brawurę. - Jest tam mała wiązka nerwów zwana prostatą i to...
- Wiem co to prostata, Harry.
Harry przestał mówić, gdy Robin mu przerwał, ale potem uśmiechnął się, co wyglądało sztucznie słodko i śmiertelnie niebezpiecznie. - Nie lubię, gdy mi się przerywa, Robin. - Robin nie odpowiedział, a Harry kontynuował: - To mała wiązka nerwów i kiedy w nią uderzasz, cały ból, który czułeś, jest tego warty, stary. Mówię ci. Musisz tego spróbować.
Robin czuł się niekomfortowo, - musiał się tak czuć - ale nawet się nie wiercił. Powiedział tylko: - Harry, naprawdę, nie podobają mi się mali chłopcy.
Harry wstał szybko i ściągnął swoją koszulkę, wpatrując się w Robina, gdy to robił. Wzrok Robina pozostał na twarzy Harry’ego. - Dalej, Robin - zachęcał go delikatnie Harry, przesuwając swoim palcem w górę i w dół swojego długiego torsu. - Możesz patrzeć. Mam cztery sutki, chcesz je zobaczyć? Możesz rzucić na nie okiem.
Robin wzdrygnął się na ton Harry’ego i nawet Louis czuł się przez to niekomfortowo. To nie był normalny ton Harry’ego. To było bardziej jakby... starał się brzmieć młodo i zmiksować to z uwodzeniem. To było pokręcone i złe, i nikomu się to nie podobało. - Harry - wyszeptał Louis, podnosząc na niego wzrok.
- Ćśśś - powiedział Harry, spoglądając w dół na Louisa. Pogłaskał go po twarzy. - Chcemy, żeby Robin do nas dołączył, prawda? Bądź dobry, nic nie mów - zagruchał ohydnie i pochylił się, żeby pocałować Louisa. Jak dotąd był to najbardziej sprośny i niechlujny pocałunek jaki Harry kiedykolwiek z nim dzielił, i był dominujący i pełen wściekłości, ale również strachu. Chociaż Harry widocznie po prostu robił to wszystko, żeby zobaczyć czy Robin oprze się pokusie, musiał zostać pocieszony w tamtym momencie. Louis uniósł swoje dłonie, żeby objąć nimi głowę Harry’ego i usłyszeli zgrzyt widelca przejeżdżającego po talerzu.
Przerwali pocałunek i spojrzeli na Robina, który był w połowie wsadzania sobie jedzenia do ust. Zatrzymał się, gdy poczuł na sobie ich wzrok i powiedział: - Och, przepraszam, ale skoro nie rozmawiamy, pomyślałem, że zjem. To dobre jedzenie i smakuje mi.
Harry z powrotem skierował swój wzrok na Louisa, wyprostował swoje ramiona i odwrócił się, i pochylił w stronę Robina nad stołem, stabilnie umieszczając swoje dłonie na drewnianej powierzchni. - Pozwól, że ci obciągnę - wymruczał, a sprośny uśmiech wylądował na jego twarzy.
Louis nie wiedział co powiedzieć, - Harry nigdy nawet nie mówił tak do niego - a Robin zakaszlał, lekko krztusząc się. Louis podał mu lampkę wina, której jeszcze nie dokończył, a Robin uniósł ją w jego stronę i wypił ją, uspakajając swoje gardło.
- Harry - powiedział i w końcu brzmiał surowo. - Musisz przestać. Jestem tu, bo zależy mi na twojej mamie; nawet nie wiedziałem jak wyglądasz do tego dnia, gdy zobaczyłeś mnie i twoją mamę w salonie. Jestem hetero. To nie homofobia; nie mam z tym problemu, jeśli ty i Louis wkładacie swoje chuje w każdy otwór, który znajdziecie, jeśli tylko nie należy on do mnie. Nie podobają mi się również dzieci. Więc cokolwiek dzieje się w twojej głowie, musisz przestać, bo nie będę mógł cię uratować, jeśli mi nie pozwolisz, ale będę przeklęty, jeśli odejdę od twojej mamy. Ona jest najlepszą rzeczą, jaka mi się przydarzyła w długim czasie.
Harry przerwał i wyprostował się, wyglądając na lekko skołowanego i bardzo zszokowanego, a potem pochylił się i podniósł swoją koszulkę. Nałożył ją z powrotem na siebie, nie ściągając swoich oczu z Robina. Chwycił butelkę wina, wziął z niej duży łyk i jego twarz skręciła się od gorzkiego smaku, ale nadal patrzył na Robina. W końcu odwrócił swój wzrok od Robina, by spojrzeć na Louisa. Przysunął się do chłopaka i powiedział do niego cicho: - Upewnij się, że za mną nie idzie? Zaraz wrócę. - Kiedy Louis kiwnął głową, Harry wstał i poszedł na górę, wpatrując się w Robina do czasu, gdy znalazł się na schodach i już go nie widział.
Robin spojrzał na Louisa i powiedział: - Jaki jest jego problem?
Louis spojrzał na niego spokojnie i powiedział: - Mężczyźni to jego problem.
Robin kiwnął głową i przejechał językiem po swoich wargach. - Mężczyźni jak ja? - zapytał, a Louis spojrzał na niego lodowato.
- Ujmijmy to w ten sposób: jeśli jesteś mężczyzną, który jest jego problemem, zabiję cię własnoręcznie, nawet jeśli będę musiał odepchnąć Anne z drogi.
Robin widocznie nie wiedział co to oznaczało, co Louis wziął jako dobry znak, bo Harry nie chciałby, żeby Robin dowiedział się o jego osobistych sprawach bez wyrażonej zgody. Louis westchnął, a Robin uniósł swoje brwi. - Ja i Harry prawdopodobnie wyjdziemy - powiedział Louis. - I wrócimy kiedy tylko będzie chciał. Tak czy siak, po prostu... nie idź na górę, okej? Będzie poirytowany.
Robin zmarszczył brwi, ale kiwnął głową. - Nie planowałem, no wiesz - powiedział. - Zostać na noc, znaczy się. Anne i ja... nie jesteśmy w tym miejscu.
- Jeszcze - dodał Louis, polując na informację dla Harry’ego.
Robin kiwnął głową. - Jeszcze - potwierdził. - Mam nadzieję zostać tu na długo.
Louis wpatrywał się w Robina, oceniając go i szukając dziury w jego szczerości, i powoli kiwnął głową. - Cóż, wiedz tylko, że byłem tu dłużej. I będę jeszcze dłużej. - Robin przytaknął, a Louis dodał: - Mówię serio. Jeśli jesteś kimś, kto jest problemem Harry’ego, zabiję cię.
Zanim Robin mógłby odpowiedzieć, Anne zeszła na dół, idąc za Harrym. Twarz Harry’ego była lekko czerwona, ale to nic w porównaniu z twarzą Anne. Harry pocałował ją w czoło i spojrzał błagalnie na Louisa. Louis wstał od stołu, kiwnął głową w stronę Robina, pocałował Anne w policzek i podszedł do Harry’ego. Położył swoją dłoń na końcu pleców chłopaka i zaprowadził go do drzwi frontowych, wiedząc, że Harry potrzebował spędzić trochę czasu w Dżungli.
Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality
Anya is LIVE right now
FREE
Free to watch • No registration required • HD streaming
Hej, chciałam tylko powiedzieć, że lubię twoje tłumaczenia (szczerze mówiąc ja bym nie dała sobie z nimi rady) i życzę... powodzenia? W dalszym tłumaczeniu, miłego ;)
Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo mi miło! Dziękuję bardzo! :) xx
Cześć skarbie, co tam? Zauważyłam, że rzadko bywasz, a wydaje mi się, że kiedyś wchodziłaś w miarę regularnie, choć mogę się mylić :)
Hej, hej. Zgadza się, ale to wszystko przez szkołę. :( Na szczęście w sumie mam już wolne i będę mogła kontynuować tłumaczenie. :) Przepraszam za tą nieobecność, ale są rzeczy ważne i ważniejsze. xx Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku i życzę miłej nocy!
Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality
Anya is LIVE right now
FREE
Free to watch • No registration required • HD streaming