Im jestem starszy, tym bardziej widzę, że najtrudniej znaleźć nie kogoś do wspólnego spędzania czasu, tylko kogoś, przy kim naprawdę można być sobą. Bez grania, bez pilnowania każdego słowa, bez zastanawiania się, czy nie pokazuję za dużo. Czy w dorosłym życiu taka bliskość naprawdę jest rzadka, czy po prostu z wiekiem trudniej nam do niej dopuścić drugą osobę?














