My husband adjusting my chainmail before a fight
Photo by Medievalistic on FB

seen from United Kingdom
seen from China
seen from Japan

seen from United Kingdom

seen from United States
seen from Japan
seen from China
seen from United States

seen from United States
seen from Greece
seen from Singapore

seen from Spain
seen from United States
seen from Australia
seen from China

seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from Lithuania
seen from Hungary
My husband adjusting my chainmail before a fight
Photo by Medievalistic on FB

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Jomsborg Ulflag in Wolin 2025
Kajakowe przypadki roku 2024. Przypadki własne. Część pierwsza.
Wiosna rozgościła się na dobre, na stałe rozlała po naszej okolicy, między jej wodami, pokryła wyspy życiem w intensywnych kolorkach. I mocno, nieustępliwie, wręcz nachalnie nalegała by się w nią zanurzyć, dać się jej ponieść… radować się wraz z nią. Cieszyć się jej nastaniem.
W zasadzie w mojej głowie pływanie kajakiem tej wiosny czy tego lata miało nieduży priorytet. Lubię, bardzo… by nie było… ale to miał być sezon rejsów, krótkich i dłuższych, bliższych i dalszych. No nie był. Więc trzeba było sobie radzić… no i sobie poradziliśmy.
“Wiosła!” - no dobrze, taka komenda nie padła… ale dworowania sobie z etykiety i komend przy wiosłowaniu nie mogliśmy sobie odmówić. Oboje dostąpiliśmy zaszczytu nauki żeglarstwa bez dostępu do napędu pomocniczego w postaci silnika. Wiosłowanie pagajem na omedze czy słusznych gabarytów wiosłem na DZ mięliśmy opanowane. A ja to wciąż lubię.
Wracając jednak do kajaka… naszym środkiem transportu był dmuchany dwuosobowy przedstawiciel tego gatunku, koloru pomarańczowego - zaskakująco sprawnie poruszający się po wodzie i nie wymagający ponadprzeciętnej siły by go napędzić. Marka i model to sevyrol sirocco.
Świetnie się spisuje od ponad dekady, zawiódł raz, trochę miał prawo - o tym na końcu, ale liczę, że się uda go zreperować a jeżeli nie, będę szukał takiego samego.
Pierwszym miejscem które postanowiliśmy odwiedzić była nowa przystać w Łunowie. Dla mnie ona wciąż jest nowa. Została otwarta w sierpniu 2019 roku i jest częścią inwestycji obejmującej modernizację już istniejących i budowę (jak w tym przypadku) marin tworzących Zachodniopomorski Szlak Żeglarski. Jednak ja pamiętam doskonale te wszystkie lata, gdy przystań w tym miejscu tworzyło kilka płyt betonowych oraz pare zbitych ze sobą desek. Należało do nich ostrożnie cumować by nie uszkodzić łódki. Co nie przeszkadzało dobijać tu Omegą, DeZetą, bądź zrzucać kajaka czy sup’a na wodę z tego miejsca.
Tym razem napompowaliśmy kajak na zielonej zadbanej trawie, zamocowaliśmy w workach rzeczy. Najważniejsze było pudełko z kawałkami arbuza. Z niskiego pomostu przeznaczonego dla kajaków wrzuciliśmy dmuchańca na wodę, kapoki na siebie i hop. Po kilku chwilach złapaliśmy wspólny rytm i ruszyliśmy zrobić pętlę wokół wysp i wysepek, po strugach i rowach.
Kilka mM spokojnego pływania początkowo pośród porastających brzegi trzcin, następnie pokrytych zieloną trawą małych i większych wysp. Od pierwszego zakrętu, pośród starych i nowych zabudowań Przytoru to wieża kościoła stała się naszym punktem orientacyjnym.
Ciekawym miejscem jest Przytań UKS “Keja” na którą składają się nowoczesny hangar wraz z budynkiem dydaktycznym, nabrzeże ze slipem. Przy odrobienie szczęścia można akurat trafić na całą armadę łódek z młodymi ludźmi na ich pokładzie trenującymi do regat lub też po prostu stawiających swoje pierwsze kroki na wodzie. Obiektem, który wzbudza moją szczególną nostalgię jest kadłub małego okrętu desantowego. Teraz już pozbawionego nadbudówki i części pokładu a służącego jako barka do transportu bydła na okoliczne wyspy.
Zanim taka rola mu przypadła stał wiele lat w innej przystani, w Łunowie znajdującej się nieco dalej, na północnym brzegu jeziora Wicko. Gdzie swoją siedzibę miał Klub Młodzieżowego Domu Kultury ze Świnoujścia (obecnie Przystań Łunowo należąca do Zespołu Szkół Morskich). Tam ów desantowiec miał mieć różne przeznaczenie nieco już zapomniane przez wszystkich. Natomiast dla mnie był miejscem niezapomnianych zabaw i pożywką dla dziecięcej wyobraźni. I mimo, że po jakimś czasie na jego burcie pojawił się napis: “nie wchodzić” a instruktorzy i opiekunowie próbowali egzekwować to nie wchodzenie, cóż bywało z tym różnie.
Po jakimś czasie płynąc wąskim porośniętym przez zieloną roślinność Młyńskim Rowem ukazał się nam przestwór wód Starej Świny. Migoczący blask słońca pulsujący na wodzie przyciągał nasz wzrok a lekki wiatr przyjemnie chłodził. Jednak nie pozwalał do pary z prądem wody dać nam spoglądać spokojnie w niebo i zrelaksować się, zadumać nad tym jak pięknie dziś jest i w jakim super miejscu przyszło nam żyć i jak to wszytko mamy na wyciągnięcie ręki… Trzeba było stałe stale wiosłować, nawet jeśli nie za mocno ponieważ co rusz ustawiał nas w poprzek nurtu.
Zatrzymaliśmy się przy sporej wielkości tablicy z napisem “Woliński Park Narodowy” informującej Nas, że znów znaleźliśmy się w jego granicach (większość powierzchni Starej Świny znajduje się poza Parkiem) gdzie zjedliśmy nasz cenny arbuzowy transport. I tak udaliśmy się w krętą drogę powrotną mijając drewniane chaty przeznaczone na jedzenie dla zwierząt jak i same krówki, które witały nas za zakrętów wijącej się tu Kaczej.
Świetna to jest trasa, ciekawe widoki, jeśli wieje mocno i w dziub to nie jest wymagająca szczególnie a cieszy i rozbudza ciekawość co też kryją kolejne zakamarki naszego wyspiarskiego archipelagu.
A co do kajaka i powrotu? Wszystko super… i do auta bez problemu i wszytko inne też, jak worki, kapoki czy składane wiosła… ale suszenie to… to jest kłopot.
Należy przyznać, że nabraliśmy ochoty na więcej takich mile spędzonych dni. Nad wodą, pośród przyrody, skąpani w promieniach słońca. Nawet dobrze się nie spakowaliśmy a już omawialiśmy następną wycieczkę.
Moje miejsce / po 44 wyspach.
Chciałbym wierzyć, że opinie o naszej okolicy wyrażane w dość nonszalancki i wydaje mi się nie pogłębiony sposób, bez zastanowienia i refleksji to przeszłość. O czym mówię? A o postawie: “tu nic nie ma”, “nie ma co robić”, “nic się nie dzieje”, “wioska rybacka”, “nie ma tego i tamtego… i nie dzieje się nic”. Nie wiem z czego to wynika, nie mi osądzać… chociaż to niezwykle łatwe. Czy to brak widoków na teraźniejszość i przyszłość? Czy kompleks małej ojczyzny? Czy w końcu czysta ignorancja i brak inicjatywy? I ja tu nie oczekuje od spracowanych i zmęczonych ludzi, pochłoniętych pracą i obowiązkami, wychowaniem czy inną codziennością wiele miejsca w swoim i tak ograniczonym czasie na wielkie wyprawy czy studiowanie okolicy z jej wszystkimi niezwykłościami.
Jednak szuka się często czegoś co jest dalej i gdzie indziej nie bacząc na co się ma tu, pod ręką, pośród codzienności i pozornie znanych miejsc i historii. Chociaż by być uczciwym i to się zmienia odrobinę i coraz częściej słyszę od ludzi, że ten mały skrawek lądu otoczony wodą na którym przyszło im żyć coraz bardziej ich ciekawi i zachwyca a rozmowy o miejscach bliskich ich intrygują. Czas pokaże czy przerodzi się to w większą świadomość miejsca, czy rozbudzi chęć odkrywania.
Może ja mam wąskie horyzonty… gdzie moje spojrzenie pada gdzieś tu niedaleko… zanim zachwyci się czymś odległym… ale chciałbym wierzyć, że spojrzenie mam szerokie. A mimo to, mimo upływu lat, wciąż okolica mnie zaskakuje i zachwyca :) i to jest właśnie o tym… miejscu. I jemu podobnych czasem też będzie.
From last year's wolin. Working to gain space for the dane axe to deliver some killing blows.

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
A spring in wolin
Slavs and Vikings Festival in Wolin, Poland
The Slavs and Vikings Festival is one of the largest early-medieval events in the world. There are archery and spear-throwing competitions, games and contests for kids, craft-making presentations demonstrating how jewelry, coins, horns, and amber were created, live music, readings, and much more.
Wolin is a town located on Poland’s largest island (of the same name) on the coast of the Baltic Sea. It's a City of History, whose glory days date back to 1000 years ago. In the early Middle Ages, it was one of the largest and most powerful cities in this part of Europe, and ranked among the most important ports of the Baltic Sea. Wolin is considered to have been the gateway through which Scandinavians traveled southwards from the Baltic Sea to inland Piast state.
A strange story of a slavic warrior and a latin mercenary falling in love.
Photos by rekografia