Cóż to za strach, cóż za cisza dookoła, zapadła noc, głuchy wszędzie mrok, ciężkie powietrze całkiem bezwietrznie.
Cóż to za płacz, cóż za ból który tak dusi i dusi że brak siły walczyć z nim, i ta krew co spływa po Twoich policzkach, z pękniętych naczynek oka w towarzystwie łez.
Dlaczego!? - z oddali nagle wyłania się głos, lecz nad domami wciąż głuchy mrok.
A Ty wciąż duszony, serce zwalnia rytm, z bólu chcesz krzyczeć, lecz dawno zabrakło tchu.
I tylko łkasz tracąc energię, a w głowie słyszysz wciąż tą samą piosenkę, która wspomnienia i ból z tęsknoty natarczywie do Ciebie przesyła.
K#*wa, dlaczego!? - znów słychać głos, lecz nad miastem wciąż głuchy mrok.
I czujesz już coraz mniej tlenu w swoim ciele, gdzieś w przestrzeni głowy cicho wołasz, pomóż mi mój stróżu, mój aniele.
Tak mija, kolejna mordercza ciężka chwila, jak wąż Twe ciało po podłodze się zwija.
Umierasz, nareszcie w agonii zdychaj! - to ten sam głos co wcześniej z oddali słychać, pomimo mroku głuchego, to twa schizofrenia drogi kolego.
Ostatnia minuta, sekunda, tak to już czas...
To czas pożegnać na zawszę rodzinę, najbliższych i cały ten świat...
Żniwiarz poszedł szukać kolejną duszę wśród wszystkich Was.