22.06.2026 - Galowym koncertem, który odbył się w Gminnym Ośrodku Kultury w Dobrzeniu Wielkim Studio Piosenki zakończyło sezon artystyczny 2025/2026.

seen from Türkiye
seen from United States
seen from China

seen from Austria

seen from Türkiye
seen from Canada
seen from United States
seen from Malaysia
seen from China
seen from Brazil
seen from United States

seen from United States
seen from United Kingdom
seen from United States
seen from China
seen from United Kingdom
seen from Canada
seen from United States

seen from Germany

seen from Malaysia
22.06.2026 - Galowym koncertem, który odbył się w Gminnym Ośrodku Kultury w Dobrzeniu Wielkim Studio Piosenki zakończyło sezon artystyczny 2025/2026.

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
"Incydent" i melancholia
Hiszpania 2008, wiosna / lato
Ciąg dalszy do wpisu: "Krótki związek i ciążą"
Zaczęłam rodzić akurat w dniu, w którym moja mama była w podróży do mnie. To musiało być przeznaczenie, bo nie chciałam rodzić podczas jej obecności... Przyjechała w nocy, kilka godzin po rozwiązaniu. Latynos cieszył się z córeczki. Był ze mną podczas porodu i to akurat było dobre, bo chciałam, aby podczas tego wyjatkowego wydarzenia był ze mna mój partner, obojętnie kto by to nie był. Umiał odnaleźć się w sytuacji i pomagał mi przy dziecku podczas połogu. Ale już niedługo później jego zachowanie zaczęło się zmieniać.
Moja mama, mieszkająca na czas pobytu w Hiszpanii u mojej ówczesnej przyjaciółki (gdyż nie udało nam się znaleźć na czas mieszkania) przychodziła do nas codziennie i chodziłyśmy razem z niemowlęciem na długie spacery, zwiedzając okolicę. W dalsze rejony jeździłyśmy metrem, poznając miasto i rozkoszując się wiosennym słońcem i ciepłem. Latynos prawie nigdy i nigdzie z nami nie chodził. Jeśli nie pracował, to siedział w domu i oglądał filmy na dvd, albo odwiedzał znajomków ze swojego kraju. Dla mojej mamy to było dziwne. Nie dość, że miał samochód i mógł pojechać gdziekolwiek by zechciał, to wolał siedzieć w brzydkim mieszkaniu ze współlokatorami, z którymi ja nie chciałam mieć nic wspólnego. Tam nie było nawet salonu, bo wynajmująca to mieszkanie dziewczyna podnajęła pół salonu głupiemu bratu mojego Latynosa! Całą okolicę poznawałam więc z mamą, która z racji swojego znaku zodiaku kochała podróże, ruch i przygodę. Robiłyśmy zdjęcia, przemierzałyśmy parki, brodziłśmy w morzu, jadałyśmy na mieście, do domu wracałyśmy pod wieczór, albo gdy się ściemniło. To dzięki wycieczkom z moją mamą poznałam główne miasto i okolicę, w której mieszkałam, bo Latynos już wcześniej był oporny na wychodzenie z domu. Jedynie kilka razy udało nam się namówić go na dalsze wycieczki samochodem do pobliskich miasteczek, gdzie nie docierało metro. Raz pojechaliśmy w góry, jeśli można to nazwać górami. To były skąpo zalesione wzgórza z asfaltową drogą prowadzącą prawie na sam szczyt, gdzie rozpościerał się widok na morze, port i pobliskie miasta.
Latynos wykazywał całkowity brak chęci do wychodzenia z domu ze mną, za to często wychodził z ziomkami ze swojego kraju, niby to grać w siatkówkę na prowizorycznym, zrobionym na dziko boisku, ale tak naprawdę głównym ich zajęciem było picie piwa. Nic by nie było w tym złego, gdyby nie fakt, że mój Latynos bardzo szybko się upijał. Wracał do domu podchmielony i szedł spać, albo bredził jakieś niezrozumiałe rzeczy. Kiedyś płakał, mówiąc coś o swojej mamie, że dawno z nią nie rozmawiał, że nie ma jak zadzwonić, bo tam jest tylko telefon stacjonarny i ona musi chodzić na pobliską plebanię, aby odebrać połączenie. Czasami wracał do domu późnym wieczorem, lub w nocy, wtedy moja mama zostawała ze mną i wnuczką, aż wróci albo ja sama szłam na tamto boisko go szukać... Potrafił obrazić się o byle co i wyjść z domu, chociaż w tamtym czasie rzadko się to jeszcze zdarzało. Ale jednak...
Kiedy moja mama wróciła do Polski (musiała, bo wkrótce czekała ją kolejna zagraniczna wyprawa do swojej siostry - mojej cioci, która z racji operacji oczu potrzebowała opieki i pomocy), próbowałam kontynuować te spacery i wycieczki metrem, ale samej - to już nie było to samo... Poza tym zaczęło się lato i było nieznośnie gorąco! Upały były nie do wytrzymania. Czasami wychodziłam jedynie na skąpo zadrzewiony plac, który Hiszpanie nazywali "parkiem". Kiedy Latynos wychodził do "swoich" (ja nie chciałam z nim tam chodzić, bo on tylko siedział w samochodzie, albo pił piwo z kolegami, a ja się nudziłam) lubiłam być w domu sama - bez tych męczących współlokatorów. Szczęście, że oni, podobnie jak mój Latynos, jeździli na podobne boiska do siatkówki i tam przebywali przez większość dnia. Włączałam wtedy antyczny, ale wciąż działający telewizor w salonie i oglądałam stary serial latynoamerykański, który znałam jeszcze z czasów młodości. Była to opowieść o trzech siostrach, które kochały trzech braci i miały wredną, bardzo despotyczną i wymagającą matkę. Tekst czołówki tego serialu napisałam kilka lat później pod zdjęciem mojego Rudzielca, które wstawiłam na FB, a Latynos - wtedy już mój eks, zażarcie je komentował, krytykując Jego wygląd. Chyba sam siebie w lustrze nie widział!
Te wady i nieodpowiednie zachowania Latynosa powinny były mi już wtedy dać do myślenia, ale to wszystko było za świeże, a podświadomość jeszcze się nie obudziła. W tamtym czasie ja sama chodziłam jak we śnie. Najgorsze było jednak odkrycie, że on - Latynos jest "szczurem" i tchórzem!
Był sierpień, może początek września. W tym czasie dopadła mnie nostalgia i tęsknota za krajem. Czułam w sobie jakąś dziwną pustkę, w Hiszpanii czułam się jak w klatce, brakowało mi przestrzeni, dzikich miejsc, do których mało kto uczęszcza, swojskiej przyrody, rodzimych drzew: brzózek, topoli, a Pewna piosenka - "Chico Latino" powodowała melancholię. Nie wiem dlaczego akurat TA piosenka? Czy słyszałam ją jeszcze w Polsce, przed wyjazdem? Być może słowa tej piosenki dawały mi do myślenia?
I've got a secret, I cannot keep it It's just a whisper of a distant memory Just a dream or so it seems Take me back to the place I'd rather be Take me back to my sweet la vida Find my love my dolce vita Show me where I need to go (...) Stolen moments time has broken My eyes are open to this life-long mystery And so I'll go with what I know Take my chances, and run with destiny Now there's fire in my eyes I’ll break away and say goodbye I'm free to be I'm letting go I'll find my way so Take me back to my sweet la vida Find my love my dolce vita Show me where I need to go (...)
Melodia za to kojarzyła mi się z długimi, łagodnymi, letnimi wieczorami w Polsce, zachodem słońca nad polami, wcale nie z żadnym "chico latino", a już na pewno nie z moim Latynosem!
Pewnego dnia odwiedził nas znajomy współlokatorki z Wenezueli. Oglądając wiadomości rozmawiali o wenezuelskim prezydencie (wtedy był to ten zarozumiały Hugo Chavez, o którym było w Hiszpanii głośno, z racji pewnego incydentu). Słuchając jego wypowiedzi i przemówień do ludu, zwracającego się do nich per "compañeros" (znaczy "towarzysze") od razu skojarzyłam to z komunizmem. Postanowiłam wyrazić swoją opinię, mówiąc, że brzmi jak komunista, widziałam też więcej podobieństw. Znajomy od razu zaczął zaprzeczać, że przecież w ich kraju komunizmu nie ma. Ja nie przyjęłam tego jako pewnika. Słyszałam, co Chavez mówił i widziałam, jak się zachowywał. Nie zgadzałam się, że tam "nie ma komunizmu". Może nie formalnie, ale mentalność komunistyczna była wszechobecna. I propaganda. Po jakimś czasie czasie zapomniałam już o tej rozmowie i poszłam po coś do kuchni. Latynos po chwili przyszedł tam za mną i zupełnie niepodziewanie, znienacka i bez słowa uderzył mnie w ramię. Pięścią! Byłam zupełnie zaskoczona! Nie wiedziałam o co mu chodzi. Po tym powiedział, że zrobiłam mu wstyd przed znajomym, mówiąc o komuniźmie w Wenezueli. Byłam w szoku! Przecież to nie powód, żeby tak się zachowywać, a zwłaszcza, że było to długo po fakcie! I nie było to nic ważnego, zwykła wymiana poglądów. Poza tym tylko tchórze tak się zachowują! Nie potrafią zrobić niczego wprost, tylko za plecami, z ukrycia, kąsać jak pospolity szczur! Miałam w tym miejscu dużego siniaka i kiedy moja mama ponownie przyjechała do nas, do Hiszpanii, musiałam kłamać, że się uderzyłam. To był incydent, później zdarzył się ponownie chyba tylko jeden raz (o jeden za dużo!), ale odbił się na mojej psychice dość mocno, bo dotąd żaden facet nie zachował się w ten sposób w stosunku do mnie. Każdy z poprzednich "byłych" szanował mnie i nie było mowy o fizycznej przemocy. Poza tym, u mnie w domu z babci, prababci rządziły i decydowały kobiety i taki obraz świata miałam.
Być może tamta dziwna melancholia i tęsknota za krajem był to już początek mojej wewnętrznej przemiany, z której świadomie nie zdawałam sobie jeszcze sprawy. Przemiany, która, następowała powoli, ale systematycznie, której dopomogły sny, wspomnienia i uczucia, aż do świadomego przebudzenia się mojej prawdziwej JA, którą byłam kiedyś i którą pragnęłam ponownie przywrócić do życia!
Kobieta wyzwolona
"Dzika i wyzwolona" - usłyszałam to wyrażenie niedawno w pewnym programie telewizyjnym. Uznałam, że do mnie pasuje. Taka właśnie jestem, a na pewno byłam w młodszych latach. Nie, żebym się zmieniła, po prostu w pewnym wieku już nie ma się już tyle sił i witalności, co kiedyś... W niektórych kwestiach jednak nadal taka pozostałam. Ale nie o tym teraz mowa. Wiem, że nie jestem jedyną taką kobietą w mojej rodzinie. To ród silnych i niezależnych kobiet! Tu właściwie rodzą się prawie same kobiety, czy to nie jest dziwne? Moja prababcia miała aż cztery siostry... i żadnego brata! Moja babcia (podobno władcza i despotyczna o cholerycznym usposobieniu) była jedynaczką, z powodu przedwczesnej śmierci swojego ojca podczas I Wojny Światowej, w związku z czym jej mama (moja prababcia) została samotną matką. Nigdy nie wyszła ponownie za mąż (chciałabym wiedzieć dlaczego) i z pewnością nie było jej łatwo żyć samotnie w tamtych ciężkich, powojennych czasach. Moja mama (spod znaku Strzelca, która ma również bardzo silną osobowość) miała tylko jedną siostrę, co też jest trudne do wytłumaczenia. Wtedy nie istniała jeszcze antykoncepcja. Ja również mam tylko jedną siostrę. Sama mam jedną córkę (świadomie nie chciałam mieć więcej dzieci). Siostrzeniec (jedyny mężczyzna w rodzie od kilku pokoleń) też ma tylko jedną córkę. Ale ma też siostrę - to kolejna kobieta w rodzinie. Coś w tym musi być, że tutaj są prawie same kobiety! I do tego, w dużej większości, silne i niezależne.
Nigdy nie przypuszczałam, że jestem aż tak podobna do mojej, niedawno zmarłej cioci, pod względem poglądów na związki, umiłowania wolności i niezależności. W dzieciństwie nie za bardzo ją lubiłam - miała dziwną mentalność, była "sztywna" i lubiła dominować, ale w sprzeczności z tymi cechami charakteru miała niespotykanie romantyczną duszę. Całe życie tęskniła za prawdziwą miłością, nie zauważając, że kiedyś ją "przeoczyła" (o tej historii przeczytasz we wpisie: "Aby nie zaprzepaścić miłości"). Była przeciwieństwem mojej mamy, o wiele bardziej nowoczesnej i o luźnym podejściu do wielu spraw, ze szczególną umiejętnością cieszenia się chwilą obecną. Karuzela? Restauracja? Lody? Trzeba skorzystać z okazji, dopóki jest to możliwe. Ja zawsze bardzo lubiłam chodzić z mamą na zakupy, bo prawie niczego nie odmawiała. Ciocia - kompletne przeciwieństwo! Przesadne oszczędzanie na wszystkim, ale i ona potrafiła korzystać z życia. Oszczędzała na spełnianie konkretnych marzeń: podróże, zwiedzanie, dalekie zagraniczne wycieczki... Też umiała korzystać z życia, ale na swój sposób. Zawsze była niezależna i nikogo nie słuchała! Lubiła też wygłaszać różne prawdy życiowe, między innymi taką, żeby zawsze mieć swoje pieniądze i NIGDY nie być zależną od mężczyzny. Żadnego ślubu! Raz rozwiedziona w młodym wieku, zniechęciła się do małżeństwa. Jeśli związek to tylko nieformalny i prawdopodobnie nie chciała mieć dzieci (tak wynika z treści wierszy jej byłego partnera, ale nie jest to jedyna prawda. Ona nie mogła być w ciąży ze względu na zagrożenie jej życia).
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że te wydarzenia miały miejsce więcej niż 50 lat temu! To niesamowite, jaką trzeba mieć siłę charakteru i odwagę, by sprzeciwić się utartym kanonom, a prawdopodobnie też krytyce i pomówieniom, a takie z pewnością musiały mieć wtedy miejsce. To jednak jeszcze nic w porównaniu do wyczynów jednej z sióstr mojej prababci. Urodzona pod koniec XIX wieku, w znaku Wagi (tak jak ja!) zawarła nieformalny związek z pewnym rosyjskim Hrabią. Podróżowała z nim po całej Europie, a w latach 20/30 XX wieku takie podróże musiały być niezmiernie kosztowne i niesamowicie trudne - nie było przecież nawet samolotów! Ostatecznie osiadła i zamieszkała z nim w Poznaniu. Niestety zmarła bardzo młodo - w wieku zaledwie 46 lat. Tak wynika z opowieści mojej cioci. Jaka szkoda, że już nie mogę jej o nic więcej zapytać. To musiała być NAPRAWDĘ odważna, wyzwolona i niesamowicie nowoczesna kobieta!
Dla mnie jest bardzo budujące wierzyć, że być może jestem kolejnym jej wcieleniem.
Siostra prababci: Gabriela Maria 1) Monte Carlo 1935
moja Ciocia w młodości
,,Po wieczerzy już zmyte naczynka
We śnie leży spowita dziecinka
Którą los na pociechę mi dał
Za kolejną pomyłkę dwóch ciał
Nastawiony już budzik na szóstą
Mętnie senne odbija mnie lustro
Tylko ja czuwam jeszcze
W moim oknie na piętrze
I w uśpioną uliczkę znów krzyczę
O Romeo, słowiczy sokole!
O tęsknoto, niewieścich pokoleń!
Otworzyłam Ci okno
Na tę moją samotność
O Romeo!
Czy jesteś na dole?
Czy jesteś na dole?
A na dole jak zwykle nikogo
Może kolej z Werony za drogo
Może konno wyruszył a koń
Nieżyczliwie odnosił się doń?
Może nie ma na klimat nasz palta
Może jeszcze dokańcza Tybalta?
Może zły mu Kapulet
Sprzeniewierzył amulet?
Więc w uśpioną uliczkę znów krzyczę
O Romeo, kochanku pokoleń!
O Romeo, już na mnie jest kolej!
Otworzyłam Ci okno
Na tę moją samotność
O Romeo!
Czy jesteś na dole?
Czy jesteś na dole?
A na dole odpowiedź jest ciszą
A na czole mym troska o przyszłość
Co to będzie za miesiąc jak wiek
Kiedy drogi zawieje Ci śnieg?
Co dzień gorsza Romeo pogoda
I ja jestem codziennie mniej młoda
Do klasztoru Ci zbiegnę lub innemu ulegnę
Żeby potem znów krzyczeć w uliczkę
Nie ma Ciebie, Romeo, na dole!
O Godocie niewieścich pokoleń!
Otwieramy wciąż okna
W każdym oknie samotna
Patrzy w pole
Gdzieś wywiódł ją!" - ,,O Romeo!" Kabaret Starszych Panów, tekst Jeremi Przybora
Midas direction
Spełniło się moje marzenie. 😍😍😍
Oto piosenka do mojego ostatniego wiersza "Midas' direction".
Muzykę stworzył Bogdan Brzózka przy przy użyciu aplikacji SUNO.🎸🎧🔥
Boguś, dziękuję za Twoje zaangażowanie, pasję i...cierpliwość do mnie.🙏💚😁
Niebawem następne piosenki😉

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
11:11
To jest testowy post!
Żaby i ropuchy / Skrzek (Kikkerdril) 2009