Jedyni, którzy w Londynie jeszcze przyjmują gotówkę, to dog-walkerzy i bezdomni. Psy muszą być wyprowadzane, bo stają się niespokojne, gdy zostają same w domu zbyt długo, a bezdomni niespokojnie spacerują. Nie stać ich na marzenia o ciepłym domu, marzą więc o zimnym brzmieniu drobnych monet. O Cieniu Stabilności, O Blasku Uczciwości, O Matko i Córko. Pod płaszczykiem niebiańskiej równości.
Ludzie, którzy mają domy, uczą w nich swoje psy siadać. Bezdomni, wyobrażam sobie, chętnie pozwoliliby swoim psiakom zniszczyć ich domy - gdyby je mieli. Jednak ich psy prawdopodobnie niczego by nie zniszczyły. Widzieliście je? Zawsze mnie zadziwia, jak dobrze wychowane są psy ulic - wierni i niewzruszeni sąsiedzi biedy. Idą łapa w stopę, czekając na swoich zabiedzonych przyjaciół. Na ulicach psy opiekują się swoimi właścicielami. Czekają tak długo, jak to konieczne - przed sklepami, publicznymi toaletami i kartonowymi szałasami. Strzegą tego, czego nikt by nie ruszył. Mimo to, te psy nie zamieniłyby swoich właścicieli na nikogo innego, nie idą za lepiej ubranymi i modnie ubranymi przechodniami.
Psy, które ja wyprowadzam, są natomiast gotowe podbiegać do byle kogo w nadziei na zdobycie czegoś, czego jeszcze nie wiedzą, że potrzebują - żyjąc życiem pełnym przepychu i nadmiaru, zupełnie jak ich właściciele. Wydaje mi się, że psy są bardzo podobne do swoich właścicieli. Może dlatego tak boję się sam mieć psa.
Kiedy szedłem na siłownię zrobić wieczorny trening, noc była zimna i chrupiąca. Pod McDonaldem siedział ubrany na czarno mężczyzna, na jego zachmurzone czoło opadała burza gęstych brudno brązowych loków. W jego ramionach poraniony pies. całe szczęście i goi się jak na psie. Ich perspektywa na życie, podobnie jak nastroje, obniżona. Siedzą na czarnej torbie podróżnej, która leży na mokrym chodniku. Mężczyzna opiera się o ścianę. Połami kurtki improwizuje dach nad głową.
Obok maka, przy wejściu do metra, do których zimą zasysają do podziemych korytarzy ciepłe oddechy wymieszanego lobdyńskiego tłumu, dwóch mężczyzn próbowało nauczyć siadać młodego wyżła węgierskiego. Krótkowłosa ruda szkapa nie była kumata.
Bezdomny pił kawę z biało-żółtego papierowego. Spokój towarzyszący tej uniwersalnej czynności rozlał we mnie wspomnienia mamy cieszącej się kawą. Tylko że teraz była godzina dwudziesta pierwsza. Jak dziwne i skomplikowane musi być życie bezdomnej osoby, która pije kawę na noc, bo nie ma gdzie zasnąć.












