GRAMON of Blur :v
seen from China
seen from Sri Lanka
seen from United States

seen from Brazil
seen from United States
seen from Brazil
seen from Malaysia

seen from Brazil
seen from United States
seen from Brazil
seen from United States
seen from China

seen from Sweden
seen from China
seen from United States
seen from China

seen from United States
seen from China
seen from Belarus

seen from Brazil
GRAMON of Blur :v

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Selkie
I'm thinking about making it into a linocut print
"Pinky" departing RAF Fairford
they tried
Topps PAK O' FUN October 1969
art by jack davis

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
a pinterest game 💌
na pintereście wyszukaj wymienione kategorie i wstaw pierwsze zdjęcie jakie się pojawi z każdej z nich <3
sports
hobby
animal
fictional character
song lyrics
famous painting
ja zaczne
oznacz osoby które chcesz aby wzięły udział :>
tags: @submergedinmadness @kostucha00 @n1eprzytomnadesperacja @miss-howletts
Z ŻYCIA SAMOTNIKA - wpis 49 (30.04.2026)
-> Moje wrażenia z gry "Kao: Przebudzenie Wulkanu" - modyfikacji do platformówki dzieciństwa!
Dziś będzie o pewnej gierce, dosyć dla mnie ważnej jak się okazuje. O trzeciej części przygód Kangurka Kao, nazwanej "Tajemnica wulkanu" wypowiadałem się na blogu już dwukrotnie. Zdążyłem się co nieco rozpisać o wrażeniach z przejścia oryginału, wspomniałem też o swojej pierwszej "życiowej" roli, aż w końcu, 9 kwietnia tego roku, światło dzienne ujrzała modyfikacja do wyżej wspomnianej gry, zatytułowana "Kao: Resurgence of the Volcano" (w tłumaczeniu "Kao: Przebudzenie Wulkanu"). W swoim pierwszym wpisie dotyczącym Kao trójki zaznaczyłem, że będę z pewnością jednym z pierwszych graczy, którzy zagrają w tworzony przez kilka lat dodatek i tak też w istocie się stało! Co się konkretnie zmieniło w odświeżonej "Tajemnicy wulkanu"? Co zostało wprowadzone, dodane? Co myślę o tym dodatku? O tym poniżej.
Modyfikacja, jak na kilka lat produkcji, nie jest zbyt olbrzymia i nie zmienia aż tak diametralnie rozgrywki, choć muszę przyznać, że malutkie studio Chaos Flask zdecydowanie postarało się, a nawet powiedziałbym, że zrobiło co mogło by rozwinąć oryginał na ile było to możliwe. Pierwsze zmiany widać od razu. Gra zyskała m.in. ulepszoną grafikę, pojawiła się np. nowa trawa, która co prawda obciąża niestety w znacznym stopniu komputer, ale niewątpliwie cieszy oko, a w przypadku słabszych sprzętów zawsze można ją wyłączyć w instalatorze. Wzbogacono wioskę pelikanów (hub) o zupełnie nowy obszar i, jak się okazało też, nowe zadanie do wykonania! Nie ukrywam, że już pierwsze minuty gry zaskoczyły mnie naprawdę pozytywnie. Oryginał pod wieloma względami prezentował się biednie i momentami widać, jakby tworzony był raczej na szybko, bez szczególnego dopracowywania. W "Przebudzeniu wulkanu" dużych zmian doczekał się choćby wstęp. Rozwinięto cutscenkę, w której Lotek wpada do wulkanu - teraz możemy dostrzec m.in. bezradnego Kao siedzącego z tyłu, oraz to, co się dzieje z samolotem, kiedy brakuje pilota. Sam protagonista zaś, już nie pojawia się ot tak w wiosce, a budzi się skonsternowany na plaży (w nowym obszarze wioski), po czym zostaje skonfrontowany z zupełnie nową postacią - zwiadowcą. Cała sekwencja o tyle nabrała realizmu, że wokół zdarzenia widnieją nawet szczątki rozbitego samolotu! Jedną z największych zmian w modyfikacji jest wprowadzenie nowego, piątego artefaktu (potrzebnego do otwarcia bramy w wiosce), a co za tym idzie - dodanie nowej krainy z ww. artefaktem do zdobycia. Co zabawne natomiast, kapłan - jeden z mieszkańców wioski, niezbyt rozgarnięty, nadal opowiada o rozsianych po świecie czterech artefaktach i jego "decha" (pomocnik) musi go poprawiać! Uśmiałem się. W odświeżonej "Tajemnicy wulkanu" pojawiły się tzw. "gwiezdne runy", czyli znajdźki, których, nie ukrywam, ogromnie mi brakowało w oryginale. Teraz unicestwianie przeciwników ma o wiele więcej sensu, a nawet stało się przyjemniejsze, tym bardziej, że za gwiezdne runy (odpowiednik gwiazdek z "Rundy 2") odblokowuje się umiejętności, które znacząco ułatwiają rozgrywkę. Skoro już wspomniałem o umiejętnościach, to warto nadmienić, że również arsenał zdolności tytułowego torbacza powiększono. W pewnym momencie gry w nasze ręce trafia tzw. "chwytak", dzięki któremu można przemieścić się na drugą stronę z pomocą haczyków. Narzędzie, co ciekawe, przydaje się nie tylko w nowych, ale i w starych miejscach, co w połączeniu z "gwiezdnymi runami" daje naprawdę fajne poczucie progresu. Charakterystyczną cechą trzeciej przygody Kao są krainy, w których zdobywa się artefakty, a przed każdą z nich - do przejścia jest mini-gra. Także w przypadku nowej planszy i nowego artefaktu, zagościła nowa konkurencja. Żeby bowiem wejść do świeżych "Ponurych moczarów", należy wpierw powstrzymać najeźdźców... płynąc na desce surfingowej! I o ile mini-gierka z deską potrzebowałaby jeszcze doszlifowania, to muszę przyznać, że bagienny poziom twórcy moda przygotowali z najwyższą starannością, aż mi było trochę smutno, że nie stworzyli więcej plansz... Dotychczasowe lokacje ("Ogrody życia", "Wichrowe wzgórze", "Wyspa wodospadów" i "Studnia") nie doczekały się innowacji, ale ku mojemu zaskoczeniu - ostatni poziom w grze (czyli bardzo ubogi "Wulkan") został znacznie wydłużony! Byłem pod wielkim wrażeniem, jak bardzo niepozorne studio Chaos Flask poprawiło i rozbudowało końcowy element przygody. W zasadzie gdyby nie parę mniejszych rzeczy, co do których mam mieszane uczucia (mogłaby np. pojawić się jakaś nagroda, albo chociaż gratulacja od kogoś za skolekcjonowanie wszystkich tzw. "duszków lasu") i gdyby nie kilka drobnostek, uznałbym "Przebudzenie wulkanu" wprost za idealny dodatek. Na szczęście autorzy moda nie spoczywają na laurach, albowiem zdążyli już wydać dwie łatki lekko poprawiające technicznie grę. Wcześniej stworzyli dwa customowe poziomy do drugiej części Kangurka, które oczywiście "skosztowałem" i to nie raz. Co będzie dalej? Tego póki co nie wie nikt...
"Kao: Przebudzenie Wulkanu" - dodatek wydany dwie dekady po premierze "Tajemnicy wulkanu" to nie tylko powracający, uroczy kangur. To nie tylko odświeżona przygoda i beztroskie kolejne kilka godzin przed komputerem. To również... dzieło artystyczne... w moim wykonaniu. Nie wspomniałem bowiem o jednej, zasadniczej rzeczy. Niemal wszystkie dotychczasowe postaci w grze (z wyjątkiem Gadżeta), jak i również świeży bohaterowie - mówią nowymi głosami. Nowe głosy zagościły dlatego, gdyż postaci te wzbogacono o nowe dialogi, które ciężko byłoby odtworzyć przez starych aktorów. Można rzec, że skorzystałem na tym fakcie i po niełatwych nagrywkach udało mi się właśnie użyczyć głosu jednemu z bohaterów. Znaczy to ni mniej, ni więcej, że słyszę w grze siebie samego! Wszystko brzmi super, tym bardziej, że to mój pierwszy w życiu oficjalny dubbing, ale pozwoliłem sobie jeszcze poczytać komentarze odnośnie samego dodatku. Ciekaw byłem najbardziej, jak moja zacna postać wypadła w oczach innych... W gąszczu praktycznie samych pozytywnych opinii dot. moda doszukałem się jak na razie tylko jednego, zaledwie jednego komentarza, który nie powiem, początkowo zbił mnie totalnie z tropu... Ktoś wypowiedział się na temat nowych dubbingów. Ten ktoś pochwalił dubbing zwiadowcy, miał mieszane uczucia co do kapłana, ale... dubbing pani Pelikan, oraz przy okazji mój dubbing... uznał za "zdecydowaną porażkę". Przeczytawszy te słowa czułem się tak niekomfortowo, jakby coś ciężkiego po mnie przejechało... Zdaję sobie sprawę, że nie dorównałem raczej poziomu oryginalnego aktora, aczkolwiek nie spodziewałem się, że mogłem aż tak źle wypaść. Z drugiej jednak strony... gdy zdołałem się uspokoić - starałem się pocieszyć myślami, że dubbing nie musi się przecież każdemu podobać. Może faktycznie nie musi?
Więc nie martwmy się, bo w końcu Nie nam jednym się nie klei. Ważne by choć raz w miesiącu Mieć dyktando u nadziei.
"Jeszcze w zielone gramy" Wojciech Młynarski