Więc nie martwmy się, bo w końcu Nie nam jednym się nie klei. Ważne by choć raz w miesiącu Mieć dyktando u nadziei.
"Jeszcze w zielone gramy" Wojciech Młynarski
seen from Italy

seen from Germany

seen from Russia

seen from United Kingdom

seen from Türkiye
seen from United States
seen from China
seen from China

seen from United Kingdom
seen from United Kingdom
seen from China

seen from Germany
seen from Singapore

seen from Malaysia

seen from Malaysia

seen from Germany
seen from Pakistan
seen from Malaysia
seen from South Korea

seen from Australia
Więc nie martwmy się, bo w końcu Nie nam jednym się nie klei. Ważne by choć raz w miesiącu Mieć dyktando u nadziei.
"Jeszcze w zielone gramy" Wojciech Młynarski

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Pod dyktando. Żeby tylko nie popełnić błędu. Naród nie napisać przez tłum otwarty Wiedzieć kiedy zamykać a kiedy otwierać usta. Milczeć — ale z jakiej litery? Odmienić się ale nie przez przypadek. Uważać aby miłość nie napisać oddzielnie tak jak czarna jagoda albo pierwszy lepszy. Czujnie po pewnych datach postawić kropkę. Przy innych minutę ciszy. Uważać aby życia nie napisać przez skróty. Pamiętać aby nie popełnić błędu przy śmierci. Umrzeć ortograficznie.
Ewa Lipska, „Dyktando”
Dan
Słyszałem, że wyruszyłeś beze mnie Masz przyjaciół. A Ja nie mam słów.
https://www.facebook.com/events/664327444041754/
Treść II Dyktanda Krakowskiego
Nadkomisarz Mrzyk, nie Hiszpan, lecz pół Wołoch, pół Hucuł, każdemu, kto ujrzał go en face, do złudzenia przypominał Jeana Reno. Mimo że pochodził z podrzeszowskiej wsi Hyżne, weekendy spędzał w połemkowskiej chyży, ulokowanej w pół drogi między Hoczwią a Rzepedzią na Podkarpaciu. Ostatnio choćby, wpółleżąc wpośród krzewów urzetu na płożących się pędach bażyny, przy wtórze terkotu czarno nakrapianego paszkota, obserwował dzierzbę, która znienacka przycupnęła na brzeżkach wpółspróchniałej dzieży. Czyhał na ekstraokazję uchwycenia jej w teleobiektywie, gdy nagle srokosz czmychnął spłoszony złowróżbnym pohukiwaniem puchacza. Nazajutrz o brzasku, już w grodzie Kraka, by nie ulec tużpoweekendowej chandrze, komisarz mimo mżawki ruszył bez wahania w towarzystwie chyżego charta i długowłosego collie na coranną przebieżkę wzdłuż bulwaru Czerwieńskiego. Gdy most Dębnicki był tuż-tuż, jak spod ziemi wyrósł naprzeciw Mrzyka kustosz Mrzonka z Wawelu. Z wyrazem twarzy znanym z „Krzyku” Muncha, rzężąc, półgłośno wycharczał, że podczas Nocy Muzeów, korzystając z chaosu i harmidru, sportretowana przez da Vinci super-Włoszka porzuciła ramy obrazu, uprowadzając ze sobą jasnobeżową quasi-fretkę. Mrzyk raz-dwa wdrożył śledztwo i jął przeczesywać miasto. Akcja przebiegła w tempie blitzkriegu. Już po półgodzinie komisarz dostrzegł dezerterkę na placu Wszystkich Świętych. Z wprawą himalaistki wspięła się obunóż na cokół pomnika Dietla, gronostaj zaś oplótł się wokół spiżowej szyi zacnego męża niby rektorski kołnierz. Rozsrożona dama krzyknęła: – Mam dość tej megaharówki i hiperupokorzenia. Co dzień hordy „gimbusów” natrząsają się ze mnie, „zarażając” mnie swoim żargonem. Zamiast ochów i achów słyszę ohydne komentarze w stylu: „– Laska byłaby w porzo, gdyby nie ten obciachowy rzemień wrzynający się jej w czachę”. Co noc zaś z podziemi katedry wynurzają się kościotrupy monarchów i rujnują mój spokój, odstawiając żałosny danse macabre. Nadto znużył mnie już ten futrzak. Weźcie go sobie do zoo. Szop pracz się nim zajmie. Zamiast niego żądam iPhone’a bez SIM-locka i z wi-fi (Wi-Fi), gdyż zamierzam mailować (mejlować) z moją superprzyjaciółką Giocondą, chałturzącą za półdarmo w Luwrze. Mona zamrze z wrażenia, gdy dostrzeże mój profil na Facebooku. Aha, i dołóżcie mi do towarzystwa autoportrety van Gogha, Goi i Velázqueza, a hojnie obdarzony talentem artysta malarz niech mi zrobi świeży make-up i tatuaż z tchórzofretką. Hej, komisarzu, rozżarzżeż w sobie krztynę empatii! Nie żądam przecież mauzoleum à la Tadż Mahal. Widząc, że nie na żarty to dictum, Mrzyk, nie handrycząc się i nie narażając na pogróżki, przystał nań, byleby ustrzec włodarzy miasta przed haniebnym skandalem wszech czasów, a nużby gorszym niż naówczas, gdy futuryści wydali jednodniówkę pt. „Nuż w bżuhu”. Clou tej historii? Otóż arcydzieło mistrza Leonarda przechrzczono na „Damę z komórką”, a jego bohaterka zamiast fochów strzela smartfonem fotki turystom.
Autorka: dr hab. Mirosława Mycawka

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
józek ma psa o imieniu pierdziawka. #dyktando #thinkdada #nauka #wroclaw (w: Too Sweet is for Me)
zaczęliśmy pisać dyktanda. uczymy się pisać. #thinkdada #dyktando #school #dziecko (w: Too Sweet is for Me)
Więc nie martwmy się, bo w końcu
Nie nam jednym się nie klei
Ważne by, choć raz w miesiącu
Mieć dyktando u nadziei
Wojciech Młynarski - Jeszcze w zielone gramy