Jak radzę sobie s wypełniająca mnie agresją i frustracją? Jeżdżę samochodem. Nie tak po prostu. Jeżdżę samochodem szybko, nawet po mieście. Gwałtowne manewry, gaz do dechy. Lubię to. To mnie odstresowuję. Brzydko mówiąc, zapierdalanie mnie uspokaja. Jak mówił internetowy klasyk: panie władzo, wiem, że popełniam wykroczenie, ale lubię po prostu zapierdalać.
Uwielbiam jazdę autem. Mam wprawę, a jednocześnie wiem, że nie jestem nieśmiertelna. Kiedyś naszła mnie refleksja, że mogę w ten sposób zginąć. Umrzeć w trakcie czynności, którą kocham.
Dziś z kolei zdarzyło mi się coś, czego nigdy się nie dopuszczam. Co prawda dotyczyło to młodego kierowcy samochodu marki, która nie cieszy się dobrą renomą, a ich właściciele uznawani są za buraków. Ironizując, król szos był zapewne pewny, iż pas należy do niego, i to on musi być na jego czele. Nic bardziej mylnego, trafiając na mnie. Nie jestem kobietą, która się boi takich jednostek. Po raz pierwszy w mojej historii drogowej pokazałam środkowy palec, żeby spierdalał ze swoim oburzeniem w postaci trąbienia z powodu, iż nie on zaczyna samochodowy peleton. We wstecznym lusterku dostrzegałam, że ten drobny gest go otrzeźwił. Wcisnęłam mocniej pedał gazu i znacznie się oddaliłam. Satysfakcja towarzyszyła mojej dalszej podróży.